„Żywi i martwi w Winsford”. Hakan Nesser.

Wydana w Wydawnictwie Czarna Owca. Warszawa (2016). Ebook.

Przełożyła Małgorzata Kłos.
Tytuł oryginalny „Levande och doda i Winsford”.

Bardzo, bardzo lubię książki, kryminały Hakana Nessera, to wiedzą wszyscy ci, którzy czytają mój blog.
I każdą nową książkę kupuję praktycznie „w ciemno”. 
Tak było i nie inaczej w przypadku tej książki, na której się nie zawiodłam.

Książki Hakana Nessera niby posiadają wątek kryminalny ale wszyscy, którzy czytają jego książki, wiedzą, że są to bardziej książki psychologiczne, opowiadające o skomplikowanej naturze ludzkiej, z kryminalnym tłem.
I nie wiem, czy tylko ja takie mam odczucia w stosunku do bohaterów jego książek czy nie tylko ja, ale o czym zawsze piszę, Nesser opisuje swoje postaci tak, że właściwie nigdy nie umiem ich „żałować”. Bez względu na to czy chodzi o ofiary czy o sprawców. Naprawdę mnie to zawsze ciekawi, czy to celowy zabieg ze strony autora czy też ja to tak odbieram. Tak czy inaczej najczęściej jeśli się coś odczuwa w stosunku do bohaterów to jakieś odczucia „wspierania” w ich poczynaniach ale żebym miała mocno przeżywać i współczuć to chyba nie.
Tak czy inaczej bardzo lubię kryminały Nessera za to w jaki sposób konstruuje postaci bohaterów swoich książek. W jaki sposób odsłania karty i kolejne historie owych bohaterów, dzięki czemu dowiadujemy się dlaczego znaleźli się w takim a nie w innym punkcie własnego życia.
Plus za opis emocji ludzkich i umiejętność stwarzania aż gęstej od uczuć atmosfery książek.

Nie inaczej jest w tej książce, w której właściwie najmniej jest kryminału a dużo o człowieku. A konkretnie, o pewnej kobiecie, której opowieść poznajemy z ust jej samej.
Dowiadujemy się , że przybywa ona pewnego jesiennego wieczoru do angielskiej wioski wraz z towarzyszem jakim jest pies.
A potem dowiadujemy się co i dlaczego spowodowało to, że owa samotna kobieta znalazła się tak daleko od własnego domu i jak doszło krok po kroku do tego, co się stało.
To kolejna książka Nessera, którą się zachwyciłam. Autor oddał fantastycznie ponury nastrój jesienno-zimowego otoczenia wrzosowiska, na którym wynajmuje dom bohaterka. Opis jej dywagacji, odczuć bardzo mi się podobał bo wprowadzał napięcie ale było w nich wiele bardzo celnych spostrzeżeń.
Po raz kolejny bohater, który sam nie do końca zdaje sobie sprawę jak to się stało, że wszystko w jego życiu poszło nie tak i że sprawy życiowe potoczyły się tak bardzo źle.
Dobra książka, nie książka akcji ale świetny kawałek psychologicznej prozy, ze zbrodnią w tle, potraktowaną według mnie dość marginalnie jedynie po to aby pokazać sytuację i losy bohaterki.

Bardzo mi się podobała i bardzo ją polecam.

Moja ocena to 6 / 6.