o tym, jak udany…

…był to urlop i jak bardzo udało się chociaż na chwilę oderwać od tak zwanej „prozy życia” niech świadczy fakt, że wczoraj udało mi się zapomnieć o fakcie zmiany nazwy przedszkolnej Jasia. Dodatkowo zabawnie było gdyż usiłowałam się dogadać z nową panią, która w tym roku będzie nową nauczycielką w grupie Jasia. Szczęśliwie , całe nieporozumienie udało się szybko wyjaśnić 🙂 A jeszcze do niedawna w sumie pamiętałam, bo sama Mu o zmianach jakie Go czekają po wakacjach, opowiadałam. Bo to i nowa sala, i nowe miejsce w szatni i nowa pani. No i nowa nazwa grupy właśnie. Sporo tych zmian, szczerze mówiąc. 

Z innej beczki, co czytałam, kiedy mnie nie było. Dokończyłam na wyjeździe książkę „Złota dama” Anne MArie O’Connor. Książka ta opisując losy jednego obrazu interesująco przedstawia sytuację Austrii przed IIWŚ, potem po Anschlussie i po wojnie. I o tym jak rabowano mienie żydowskie i jak bardzo Austriacy po IIWŚ światowej mieli problem z przyznaniem się do własnych grzechów i chętniej coś wypierali. (Nie jest to jednak, mam tego świadomość, rzecz odosobniona czy typowa dla tego konkretnego narodu). Mnie ta książka zainteresowała bo ciekawi mnie zaplątanie Historii Sztuki w skomplikowaną historię ale nie jestem do końca pewna czy każdemu ta książka się spodoba. Mnie najpierw wciągnęła, nawet bardzo, potem ogromnie przygnębiła, a niestety, końcówka głównie mnie znudziła bo jakoś zbytnio mi się ciągnęła. Podobno na podstawie książki powstał film.

A niedawno skończyłam czytać „Alfabet. Moje życie” Ojca Knabita. Dobrze poczytać słowa kogoś mądrego i zrównoważonego, co też udało mi się uczynić.