…jeśli nie z raju to z jego przedpokoju 🙂

Powiem a raczej napiszę tak, pierwszy raz chyba zdarzyło się, że to co zastaliśmy okazało się o wiele lepsze niż to, czego się spodziewaliśmy po zdjęciach oglądanych wcześniej w internecie i opiniach o tym miejscu czytanych.
Albowiem, jak mówi nie stare przysłowie pszczół , a moje własne, serdeczności i domowej atmosfery, nie odda się na żadnym, nawet najpiękniejszym zdjęciu. To trzeba przeżyć.
Porzuciliśmy hotele i resorty na rzecz pensjonatu, i to okazała się świetna decyzja. Albowiem czuliśmy się tam nie gośćmi hotelowymi co gośćmi ale przyjaciółmi domu.

Gospodarze i ich pracownicy, którzy są ze sobą na zasadzie mocno przyjacielskiej związani, robią wszystko aby zamieszkujący u nich goście czuli się jak najlepiej. I nie ma różnicy czy gość jest na jedną noc (a bywali tacy, „w drodze”) czy na więcej, jak my. 

Objadaliśmy się nieprzytomnie ale też jest to zasługa pani E., która swoją kuchnią z palcem nie wiem gdzie (pani gotująca to raczej nie powinna w nosie 🙂 ) wygrałaby wszystkie konkursy z mistrzami kulinarnymi w tytułach.
Objadaliśmy się też bo pierwszy raz od dawna serwowano nam naprawdę domowe jedzenie w dwustu procentach. Kury znoszą tam jaja, warzywa są albo z ich ogrodu albo z ogrodów pracowników. Możesz sobie urwać ogórka lub pomidora jeśli masz na to chęć i nikt ci tego nie wyliczy.

Jasiek, o czym wspominałam w pierwszym wpisie o wakacjach, wdrożył się w życie wiejskiego gospodarza i dylał z właścicielką po jaja wieczorem. Super było Go obserwować gdy pewnym ruchem sięgał po latarkę, którą zabierali aby odkryć jaja poukrywane w najrozmaitszych miejscach.

Miejscówka znaleziona nieco przypadkiem przez P. po tym nieudanym wyjeździe czerwcowym okazała się zadośćuczynieniem i dodatkowo, zyskaliśmy kawałek „swojego miejsca na ziemi”, do którego , to wiemy wszyscy, chcemy powrócić na pewno. Zrealizowałam swoje do tej pory niespełnione ale już od teraz tak, marzenie o wakacjach na prawdziwej wsi. Wiem,wiem, że są osoby, które taki wyjazd nie za granicę a na polską wieś, uznałyby za nudny ale jak to dobrze, że dla każdego jest możliwość tego, co mu sprawia przyjemność, dzięki temu w miejscach takich ja to, w którym byliśmy, nie ma (jeszcze, jak się obawiam!), tłoku.

Stali czytelnicy mojego blogu wiedzą jak czytałam i zachwycałam się „Siedliskiem”, książką napisaną przez Janusza Majewskiego na podstawie scenariusza to serialu pod tym samym tytułem. Potem zachwycił mnie i serial. 
I po tym wyjeździe wiem jedno, tak, jak marzyłam, czytając i oglądając wtedy, znalazłam „moje” Siedlisko…