Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga. Katowice (2016).
Przełożyła Lucyna Rodziewicz-Doktór.
Tytuł oryginału Storia della bambina perduta.
Mam „problem” z Eleną Ferrantę. Problem polegający na tym, że im dłużej czytałam jej neapolitański cykl, tym bardziej wydawało mi się, że książki te pisze mężczyzna. Nie wiem, z czego to wynika, najprawdopodobniej z jakiegoś takiego surowego klimatu, aury książki. Niekoniecznie z brutalności opisanej w poszczególnych częściach bo tego nie brak w prozie kobiecej ale raczej z oszczędności niektórych opisów, konkretu sytuacji. I tak jak sobie myślę na czym skupia się autorka książki to bardzo to męskie mi się wydaje. Może to jednak być odczucie całkowicie mylne i może powodować nieporozumienie a być wodą na młyn w dyskusji o tym jak kobiety wciąż pozostają w cieniu mężczyzn, o czym w prozie Ferrante nie raz i nie dwa jest napisane.
Tak czy inaczej, pomimo tego, że jedna znajoma blogowiczka stwierdziła, że ostatnia część cyklu jest najgorsza, ja tak nie uważam. Ba, wręcz dalej twierdzę, że autorka „rozwija się” z części na część i tę czytało mi się bardzo dobrze, pomimo, że jest mocno przygnębiająca bo odziera ze złudzeń zarówno dotyczących spraw osobistych narratorki, Eleny, jak i sytuacji społecznej Włoch, w których dzieje się akcja książki. Cykl neapolitański to bardzo udana kronika czasów powojennych Włoch, polityki, budzących się komunizujących sympatii i zwalczających je prądów.
Walka ta trwa na poziomie zarówno intelektualnym jak i w rezultacie na bardziej przyziemnym, bo wręcz fizycznym.
Autorka, jak rozumiem, ustami swojej bohaterki, która jest narratorką, wyraża przekonanie, że nie ma złudzeń co do współczesnych Włoch. Zdaje się być już przekonana, że nie ma dla nich wielkiego ratunku, że utkwiły w mackach korupcji i wzajemnie z tego wynikających powiązań, które co logiczne, nie prowadzi do niczego dobrego. Odważna to proza, zważywszy na to jak opisuje walkę narratorki o wybicie się ponad miernotę czy chociażby wyrwanie się ze środowiska niewykształconego.
Jak mówię, ta ostatnia część nie tryska optymizmem. Główna bohaterka podejmując w poprzedniej części ważną decyzję, musi się teraz zmagać z jej konsekwencjami.
To kolejna część, w której widać wyraźnie gorszą , z góry skazaną na przegraną pozycję kobiety we włoskim społeczeństwie , nawet tej, która wydawała się wyrwać ze swojego środowiska i osiągnąć coś wielkiego.
Elena Ferrante nie owija w bawełnę, nie rozpieszcza czytelnika rozwiązaniami, które nadużywane są często w prozie. Nie ma tu happy endów ale nie ma też większych dramatów. Ot, życie we Włoszech na przełomie zmian kulturalno obyczajowych.
Pomimo, że jak piszę, ta część podobała mi się bardzo, muszę szczerze powiedzieć, że ja osobiście już odczuwam lekki przesyt tym cyklem. To znaczy, nie chciałabym chyba aby ukazała się jego kolejna część. Według mnie wystarczy pozostawić to tak, jak zrobiła to Elena Ferrante.
Po raz kolejny muszę stwierdzić, że autorka jest bacznym obserwatorem zarówno na poziomie własnej rodziny jak i dzielnicy i co dalej logiczne, państwa. Tworzy postaci konkretne, wyraziste, bardzo prawdziwe. Dlatego jak podejrzewam, bardzo dużo elementów autobiograficznych w jej prozie.
Moja ocena to 5.5 / 6.
