„Moja wielka grecka przygoda”. John Mole.

Wydana w Wydawnictwie Pascal. Bielsko-Biała  (2014). Ebook.
Przełożył Michał Łabędzki.
Tytuł oryginału „It’s all Greek to me. A tale of a Mad Dog and an Englishman, Ruins, Retsina – and real Greeks.

Ebook nabyłam podczas nie tak dawnych obchodów czwartych urodzin internetowej księgarni z ebookami i audiobookami, w której sama brałam udział. Ta książka była z polecenia innej czytelniczki i nie ukrywam, że sięgnęłam z wiadomych powodów czyli bo znów rzecz dzieje się w Grecji.

Autor wraz z rodziną trzydzieści lat temu znalazł swoje miejsce w Grecji. 
Na wyspie Eubea kupił zrujnowane domostwo i wkładając w to masę pracy i wysiłku wyremontował je uzyskując tym samym dom dla siebie i bliskich w tej części Grecji.
W „Mojej wielkiej greckiej przygodzie” (zgrzytałam zębami na ten tytuł podczas całej lektury i raczej już zawsze będę zgrzytać) Mole opisuje swoje zmagania i remont domu jak również wtapianie się w życie lokalnej społeczności.
Robi to z dużym poczuciem humoru aczkolwiek nie sposób wielokrotnie nie odnieść wrażenia, że zdarza mu się mocno koloryzować daną historię aby podnieść jej atrakcyjność.
Powiedzmy, że nie zaśmiewałam się podczas lektury tak, jak na przykład czytając „Ostatnią arystokratkę” ale nie raz i nie dwa naprawdę się uśmiałam. I pomimo, że na przykład fragment o psie, z którym tak bardzo ostatecznie chciała rozstać się całą jego rodzina, bardziej mnie zirytował czy wręcz zniesmaczył niż rozbawił, to całość uważam za dobrą lekturę na poprawę nastroju czy na dni, kiedy za oknem wieje i leje a nam potrzeba południowego słońca, retsiny i smacznej potrawy a niekoniecznie wszystko to na raz możemy w danej chwili zrealizować.

Moja ocena 5 / 6.