…taki wniosek wysnułam po wczorajszym dniu, który jeśli chodzi o temat około książkowy był baaardzo miły i pełen pozytywnych emocji.
Sprawa toczyła się dość długo, ale wczoraj nastąpiła kulminacja czyli ja wraz z trzema innymi osobami polecaliśmy ebooki (każdy z nas po dziesięć tytułów) na cztery lata jednej z księgarni internetowej sprzedającej ebooki i audiobooki.
Chciałabym napisać po pierwsze, że była to wspaniała zabawa i bardzo ciekawe doświadczenie.
Miałam swoje pięć minut sławy i wykorzystałam je wyciskając jak cytrynę 🙂
Chciałabym też jednak napisać o tym nieco więcej bo w internecie w pewnym miejscu spotkałam się z (według mnie oczywiście) krzywdzącym stwierdzenie jak to my , czytelnicy polecający książki, nie mieliśmy przy tym swobody czy też, że byliśmy ograniczeni jakimiś tam sprawami.
Być może , gdybym nie wzięła w tym akcji, też bym tak myślała. Jednak byłam po tej „drugiej stronie” i teraz wiem jak to wygląda. Owszem, było pewne ograniczenie ale nie dotyczyło ono narzucania mi czegokolwiek jeśli chodzi o dobór tytułów. A jeśli mogę mówić o ograniczeniu to było nim to, że poproszono po prostu aby nie wybierać zupełnych nowości. Co, szczerze mówiąc, było dla mnie oczywiste nie tylko dlatego, że jasne jest dla mnie, że taka nowość, zwłaszcza kilka ostatnich, które usilnie się nam promuje, nie bardzo ma szanse być w tak niskiej cenie jak było to w założeniu całej akcji (a polecane przez nas ebooki były w cenie 50% od ceny wyjściowej). Dla mnie było też jasne, że skoro mam polecać z serca (a ja tak tę akcję potraktowałam, polecając tylko to, co naprawdę mi się podobało) to raczej nietrudno się domyślić, że polecę coś, co już czytałam a trudno jest przeczytać tytuł, który ukazał się nawet ten tydzień temu powiedzmy ale jest cegiełką książkową.
Tak czy inaczej, najpierw miałam zaproponować listę moich tytułów. O ile się nie mylę teraz, pierwotnie miało to być około 25 tytułów. Moja lista o ile dobrze pamiętam, miała w końcu około trzydziestu tytułów. Z tej listy wyłowiono dziesięć tytułów. Wiadomo było, że lista miała pierwotnie zakładać tak dużo tytułów bo będą rozmowy z wydawnictwami. Niektóre pewnie godziły się na dany tytuł, inne nie. Do tego dochodziły propozycje pozostałych trzech czytelników. Z jedną z dziewczyn zgadałam się, że jeden tytuł nam się „zdublował”. Nie chwaląc się zbytnio, ja miałam to szczęście i ten tytuł udało mi się polecić 🙂
Uważam, że miałam wiele szczęścia przy końcowym doborze tytułów bo każdy z nich był dla mnie w taki czy inny sposób ważny. Nie przemyciła się żadna książka, którą traktowałabym na zasadzie „zapchaj dziury” , wszystkie są dla mnie istotne i każda z nich naprawdę według mnie warta przeczytania chociaż, zdaję sobie sprawę, nie przez każdego. Niemniej jednak ta lista wspaniale skomponowała się z moimi zainteresowaniami i pasjami.
Poleciłam więc „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” Davida Mitchella (jedna z najlepszych książek jakie w ogóle czytałam ), „Magiczne miejsce” Agnieszki Krawczyk, „Między książkami” Gabrielle Zevin, „Dom tęsknot” Piotra Adamczyka, „Szpagat w pionie” Macieja Wesołowskiego, „Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni” , której autorem jest Jared Cade. Skoro poleciłam jedną z najlepiej napisanych biografii, jakie czytałam, dodatkowo jednej z najulubieńszych autorek, jaką jest oczywiście prawdziwa królowa kryminału (i jedyna 😛 ) Agatha Christie, nie mogłam nie polecić również któregoś z jej kryminałów. Wybór padł na „Morderstwo w Orient Expressie”, którą to książkę uważam za jedną z najlepszych w dorobku kryminalnym autorki. Poleciłam też „Wyspę z mgły i kamienia” Magdaleny Kawki (baaardzo lubię tę piszącą bardzo dobre książki a kompletnie mam wrażenie nie promowaną i chyba niedocenianą bo nie odkrytą jakoś polską autorkę, więc gdzie się da usiłuję Ją promować bo uważam, że naprawdę – warto !). Poleciłam też „Iluzję grzechu” Aleksandry Marininy (bo ten kryminał uważam za jeden z bardziej obyczajowych i tak, powiem to, wzruszający bardzo zwłaszcza na końcu , jaki napisała autorka). Na końcu poleciłam zbiór opowiadań Noblistki czyli „Uciekinierkę” Alice Munro.
Są więc i kryminały (Christie i Marinina) i obyczajowe książki, i Japonia w tle („Tysiąc jesieni…”), i Grecja w tle („Wyspa z mgły i kamienia”), i pokrzepiające tytuły jak „Magiczne miejsce” czy „Między książkami” i podróżniczo reporterska mocno osobista o Indiach Macieja Wesołowskiego. I „Dom tęsknot”, która to książka przypomniała mi , że czyta się właśnie często dla samej snutej dla nas czytelników przez autora książki opowieści, która wciąga nas w swój niezwykły świat. Są też na tej liście opowiadania, które ja osobiście bardzo lubię a co do których wiem, że czytelnicy mają zdania mniej więcej równo podzielone (albo i nierówno i więcej jest przeciwników tej formy literackiej). Jest też biografia i jak mówię, ta jest jedną z najlepiej napisanych i naprawdę dobrze skonstruowanych biografii jakie czytałam a teraz nawet kryminały Christie czytam przez perspektywę zdarzeń, sytuacji opisanych w tej książce. Ta lista to takie podsumowanie moich czytelniczych i nie tylko, zainteresowań i po trochu pasji.
Cieszę się ogromnie, że udało mi się w tej akcji wziąć udział. Kiedy zgłosiłam się, trochę z przymrużeniem oka traktując możliwość wybrania mnie do niej, nie przypuszczałam nawet, że to, co będę robić okaże się przyjemną przygodą z tak przemiłym zakończeniem jakim będzie ujrzenie swojego nazwiska i polecanych tytułów zupełnie jakbym przez chwilę stała się co najmniej krytykiem literackim 🙂
A dlaczego jeszcze napisałam, że wczoraj odczułam wyjątkowo silnie, że książki mnie kochają? A dlatego, że w konkursie Wydawnictwa Sonia Draga udało mi się zdobyć wejściówkę na warszawskie Targi Książki, które zaczynają się już za niemal tydzień.
Jeśli oczywiście poczta czy czym tam wydawnictwo wyśle owe wejściówki się spisze i otrzymam ją na czas, to kto wie, kto wie, może w tym roku się zdecyduję i owe targi nawiedzę.
