„Miód na serce”. Sarah-Kate Lynch.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i Ska. Warszawa (2014). Ebook. 

Przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska. 
Tytuł oryginału The Wedding Bees.

To nie jest moja pierwsza książka autorstwa Sary-Kate Lynch. Wcześniej czytałam jej „Błogosławieni, którzy robią ser”, a w zapasie mam jeszcze inną jej książkę, wydaną niedawno w kolekcji „Życie jest piękne” książkę pod tytułem „Dom córek”.

Pierwsza książka tej autorki podobała mi się więc gdy Maniaczytania poleciła mi ją w pewnym momencie, chętnie sięgnęłam po „Miód na serce” właśnie. Bo mniej więcej wiem, czego się mogę spodziewać po lekturze jej książek. Trochę przypomina mi jej styl pisania książki Barbary O’Neal, w sensie, że są to może obyczajowe książki ocierające nieco o jak ja to nazywam na użytek prywatny, „bajki dla dorosłych”. Ale po pierwsze mnie to pasuje, po drugie, wiem przynajmniej, że w chwili gdy mam nastrój na lekturę pocieszającą, pokrzepiającą i taką, która zamiast mnie zdołować doda mi otuchy, wiem po jaką autorkę sięgać.

Nie inaczej jest w „Miodzie na serce”, gdzie główną bohaterką jest Sugar Wallace. Ma ponad trzydzieści lat i od piętnastu lat uprawia ucieczkę-wycieczkę po Stanach Zjednoczonych. Mając ze sobą skromny dobytek i ul z pszczołami odziedziczonymi po dziadku.

Wszędzie dokąd trafia Sugar poznaje ludzi, z którymi nawiązuje więź. Jest sympatyczną osobą, empatyczną i chętną do pomocy, co sprawia, że zyskuje wciąż nowych przyjaciół i bliskie jej osoby. Niestety, tej bliskości nie ma z własną rodziną.

Ładna to opowieść, w której wielką rolę odgrywają mądre pszczoły.
Sugar pomoże w niej paru osobom ale i da pomóc sobie samej.
Będzie to opowieść o znajdowaniu przyjaciół ale i miłości, i będzie happy end więc wszystko to, na co ostatnio mam nastrój i chęć aby o tym przeczytać.

Moja ocena 5 / 6.