…czytać „Czasomierze” Davida Mitchella i powiem tak. Naczekałam się na tę książkę, nabrałam apetytu, wyprosiłam na prezent i jednak mogłam chyba poczekać. To znaczy tak, dopóki czytałam prawie całość, która jest beletrystyką obyczajową, był super. Ale niestety, końcówka (a ponieważ czytałam na czytniku, więc napiszę, że ostatnie 15%) zmęczyła mnie. I utwierdziła, że fantasy to jednak nie moje klimaty.
Plusem jest jak mówię to, że w sumie całość traktuję jako dobrze napisaną książkę obyczajową , o Holly Sykes. Dziewczynie a potem kobiecie, staruszce. Jej życie i to, co się działo z nią i jej bliskimi, to interesujące przypomnienie wydarzeń ze świata ostatnich trzydziestu a może i prawie czterdziestu lat. Plus jak zwykle najsmaczniejszy literacko kąsek z książki czyli piekiełko świata wydawniczego i jeden nieszczęśliwy pisarz i jego niezbyt chwalebny czyn a potem jego konsekwencje. Czynu a nie pisarza.
Na plus też oceniam to, że autor uczynił jedną postać z tej książki postacią z „Tysiąca jesieni Jacoba de Zoeta”.
Ogólnie czytało mi się ją dobrze, dopiero ta końcówka mnie wymordowała iście, ale i tak moja ocena to 5 / 6.
