obawiałam się, nie przeczę…

..kontynuacji „Ostatniej arystokratki” Evzena Bocka, czyli „Arystokratki w ukropie”, jako, że często bywa, że następne części danych książek nie są aż tak dobre jak pierwsze. Ale tu szczęśliwie ta reguła nie zadziałała. Książka ubawiła mnie bardzo i muszę powiedzieć, że nie wiem czy momentami nawet nie bardziej od pierwszej części. Znów były niepohamowane salwy śmiechu, znów aż brzuch mnie dosłownie od tego zaśmiewania się nad nią, bolał. 
Zdecydowanie książki te staną się jednymi z najlepszych książek tego roku, już to wiem i wspaniale, że akurat teraz je przeczytałam.
Naprawdę polecam! A sama czekam na część trzecią, o której słyszałam, że ma się ukazać, na co liczę, oczywiście bo nie wyobrażam sobie aby autor pozostawił nas, czytelników, w tym właśnie punkcie opowieści Marii.
Po skończeniu tej książki moją pierwszą myślą była ta aby zacząć czytać od początku „Ostatnią arystokratkę” a to już o czymś świadczy 🙂 

Urodzinowy wpis…40 lat minęło :)

Od wczoraj dzwonek telefonu ustawiony na wiadomo przybój.

Poniedziałek 7 marca w tym roku nie tylko oznacza dla mnie początek nowego tygodnia ale również okrągłe Urodziny.

Jak większość znajomych wie, za urodzinami nie przepadam, ale w tym roku postanowiłam nie przesadzać. Trzeba się cieszyć, że się może obchodzić takie fajne daty bo zwyczajnie (wiem, truizm) nie każdemu jest to dane.
A poza tym podobno wyglądam na trzydzieści lat (ha, ha , trochę przesadzony ten komplement usłyszałam w sobotę) więc tym bardziej czuję się piękna i młoda.

Od ponad szesnastu lat ten sam Mąż, który deklaruje, że wciąż kocha , fajny ponad trzyletni Syn, trochę fajnych podróży kiedyś tam, we wspomnieniach i na fotkach, a mam nadzieję, jeszcze wiele fajnych przede mną, mieszkanie nie na kredyt i mimo, że może i zaczynające być ciasne, ale własne i nie „przy kimś”. Przyjaciółka, taka od serca, która zna mnie od siedemnastego roku życia i wielu innych życzliwych mi ludzi, którzy są w moim życiu. Dużo pięknych i dobrych książek, które się udało przeczytać przez te czterdzieści (no dobra, trochę krócej ale było mi czytane:) ) lat, filmów, które się udało obejrzeć. 
Wiem, że dla wielu to niewiele, dla mnie bardzo dużo.
Nie jest tak, że gdybym miała możliwość cofnięcia się w czasie i zmiany czegoś to bym się nie cofnęła i nie zmieniła. Tu pewnie stanowię mniejszość bo wszyscy oczywiście zapewniają, że skąd, ależ skąd, oni nic by nie zmienili. A ja tak, bardzo chętnie. Ale możliwości nie ma więc trzeba przyjąć z godnością osobistą na klatę własne błędy, które się popełniło, i odetchnąwszy pełną piersią, mieć nadzieję, że więcej takowych się nie popełni (co najwyżej nowe he, he).

Jeśli ktoś chce mi powinszować, to to jest odpowiedni ku temu, Urodzinowy wpis.

 

 

„Ostatnia arystokratka”. Evzen Bocek.

Skończyłam „Ostatnią arystokratkę” i zabrałam się za następną część.

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Wołów (2015).

Przełożył Mirosław Śmigielski. 
Tytuł oryginalny Posledni aristokratka. 

Baaardzo polecam. Dawno się tak nie śmiałam, ostatnio to chyba na powtórce (po raz milionowy) „Trzech panów w łódce”. 

Jak już pisałam, czeski humor zawsze poprawia nastrój i nie inaczej stało się tym razem. 
Rodzina Kostków wraca z Ameryki do Czech, gdzie państwo po upadku komunizmu zwraca im ich zamek Kostka. Posiadłość nieco podupada ale ma niezłą ekipę,  kucharkę panią Cichą, Józefa, kasztelana posiadłości i pana od wszystkiego, który przypomina kapitana Spocka ze Star Treka. 
Już sama wyprawa z USA do Czech jest tak opisana, że musiałam wpychać sobie w usta dłoń aby czytając w nocy nie pobudzić domowników 🙂 Potem jest jeszcze lepiej, co zdanie to salwa śmiechu. Zamek ma na siebie zarabiać poprzez zarabianie na oprowadzaniu po nim turystów, więc szykowany jest cały plan. Tym bardziej, że ojciec narratorki, Marii, owej tytułowej ostatiej arystokratki jest na skraju bankructwa. 
Jak wyczytałam w internecie sam autor jest kasztelanem na jednym z zamków w Czechach, a więc… 😉 
Ja miałam w pamięci ostatnio zwiedzany (w 2011) roku czeski zamek w Javorniku, więc lektura okraszona wspomnieniami. 

Polecam baaardzo, naprawdę salwy śmiechu gwarantowane.

Moja ocena to 6 / 6.

książką, którą…

…powinno się przepisywać na receptę albo co ja niniejszym czynię, polecać tym, którym się dobrze życzy i chce aby się pośmiali zdrowo albowiem wiemy, że śmiech to zdrowie i roześmiani żyją dłużej, jest książka, którą zaczęłam czytać wczoraj wieczorem a mianowicie „Ostatnia arystokratka” Evzena Bocka. 
Jako, że zaczęłam czytać ją późną nocą, musiałam zatykać usta sobie bo tak się śmiałam głośno i nie mogłam przestać.
Szkoda, że sięgnęłam po nią tak późno, a fajnie, bo jednak sięgnęłam, to raz, dwa, wyszła właśnie u nas druga jej część, którą w ciemno kupiłam jako, że warto, warto , warto 🙂
Czeski humor jednak nie zawodzi nigdy, co tu kryć 😉 

zaczęłam czytać…

…”Małego przyjaciela” Donny Tartt ale po raz drugi utkwiłam. Nie wiem czy ruszę dalej.

Sięgnęłam po „Sekret zegarmistrza” Renaty Kosin, którą to książkę mi polecono i mimo, że sam pomysł mi się spodobał a i styl również jest dobry, ładnie to napisane po prostu, to jakoś nie „zagrało”. Bohaterka powieści, Lena, odziedziczyła dworek po swoich dziadkach. Mieszka w nim, a mąż i córka podjeżdżają do niej z Białegostoku, w którym mieszkają. Wykonuje nietypową biżuterię wykorzystując części zegarków pozostawione przez dziadka. Dom wymaga remontu i gdy się zaczyna w piecu zostaje znaleziony dziennik zamieszkującej ongiś dworek kobiety. Wszystko więc brzmi dobrze, stary dworek na Podlasiu, jakaś tajemnica rodzinna, której rozwikłanie jest dopiero na końcu książki. Po drodze jest nawet wyjazd do Francji, gdzie prowadzi jeden z tropów podczas prywatnego śledztwa Leny. Tylko w którymś momencie pojawiło się zbyt dużo nazwisk i ja osobiście zamiast odczuć przyjemność lektury poczułam w głowie genealogiczny galimatias. Co nie oznacza, że komuś innemu ta książka nie spodoba się bardziej, czego oczywiście życzę.