Wydana w Wydawnictwie Otwarte. Kraków (2014). Ebook.
Przełożyła Paulina Filippi-Lechowska.
Tytuł oryginału Das Lavendelzimmer.
Zdaje się, że zyskałam w sposób czytelniczy oczywiście, kolejną autorkę, książki której chętnie będę czytać jeśli tylko ukażą się na naszym rynku.
Poprzednia, niedawno czytana książka Niny George, „Księżyc nad Bretanią” spodobała mi się bardzo a ta wręcz zachwyciła. Nie wiem, może trafiła na „mój” czas, często tak przecież z książkami jest, że potrzebują one pojawić się w naszym życiu w tym danym, konkretnym jego momencie i po lekturze takiej książki, która zjawiła się w odpowiedniej chwili czujemy dodatkowe nasycenie nie tylko samą jej treścią ale też takim nasyceniem czytelnika połączonym z pełnią szczęścia samego w sobie.
„Lawendowy pokój” jest łakomym kąskiem dla miłośników książek bowiem o kimś, w życiu kogo książki są niezwykle ważne, opowiada.
Oto Jean Perdu, pięćdziesięciolatek mieszkający w Paryżu. Prowadzi na barce przycumowanej do nabrzeża księgarnię o nazwie „Apteka Literacka”. Znaleźć w niej można ale oczywiście z pomocą samego Perdu, książkowe lekarstwo na wiele bolączek i dolegliwości duszy. Czasem ten baczny obserwator nie chce komuś sprzedać konkretnej książki wiedząc, że ta może jedynie pogłębić kiepski nastrój czytającego.
Szkoda, że samemu nie umie sobie jednak pomóc bohater, który przez dwadzieścia lat niepotrzebnie zapieka się w swojej złości czy to raczej pretensji do kobiety, którą kiedyś kochał a która zostawiła go pozostawiając jednak po sobie list, który chciała aby dwadzieścia lat temu przeczytał.
Jean jednak robi to dopiero po upływie dziesiątek lat i wtedy spada na niego ogrom własnych niepotrzebnych złości, pretensji, straty nie do nadrobienia, szans nie do wykorzystania.
Co prowadzi go do tego, że dalsza część książki odbędzie się na barce. Będzie to podróż rzeką w kierunku Prowansji tam, gdzie mieszkała miłość jego życia.
To bardzo ładnie napisana książka o kilku ważnych elementach życia nas samych. O miłości, o przebaczeniu, zarówno komuś jak i samemu sobie. To w końcu książka o tym jak można przeżywać żałobę aby dać sobie samemu szansę na wzięcie głębokiego oddechu i ruszenie naprzód.
Znowu, podobnie jak w pierwszej czytanej przeze mnie książce Niny George, mamy galerię ciekawych, sympatycznych postaci. Znów ludzie wzajemnie się lubią, szanują, dają sobie wsparcie. To lubię i chociaż może niektórzy twierdzą, że brzmi to trochę bajkowo to ja lubię sobie takie bajki czasem przeczytać.
Dodatkowo na końcu książki są przepisy kulinarne, więc smakosze będą mieli możliwość wypróbowania przysmaków prowansalskich. Jak również, co bardzo przyjemne, jest też dołączona lista „Szybko działających duchowo-nasercowych specyfików na lekkie i średnio ciężkie katastrofyuczuciowe” Jeana Perdu. Z wymienionych książek czytałam dwie, „Rok 1984” Orwella i „Miasto ślepców” Saramago.
Moja ocena to 6 / 6.
