Wydana w Wydawnictwie Otwarte. Kraków. (2015). Ebook.
Przełożyła Daria Kuczyńska-Szymala.
Tytuł oryginalny Die Mondspielerin.
Spodobała mi się ta książka , którą po raz nie wiedzieć który kupiłam w promocji i tak, skusiłam się między innymi ceną. Ale i treścią.
Owszem, mogę się przyczepić, że tego typu schematy już czytałam gdzieś tam. Bo oto sześćdziesięcioletnia Marianne , Niemka, jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie. Czuje się nigdy właściwie nie kochana i zaniedbywana. Zamiast jednak odejść, decyduje się na krok ostateczny. Będąc z mężem na wycieczce w Paryżu chce odebrać sobie życie. Skacze do Sekwany. Szczęściem uratowana, trafia do szpitala gdzie jej uwagę przykuwa służący komuś za podstawkę pod kubek malowany kafelek. Malunek ukazuje port w Bretanii. Nie popełniam spoileru zdradzając Wam, że Marianne do Bretanii kieruje swe kroki. Kroki uciekiniera. Początkowo w sumie i nie ale potem już tak. Uciekiniera od przeszłości, od tego, co dawne, złe, co chciałaby zapomnieć. Czy tak się da? Czy można z dnia na dzień stać się kimś innym po kilkudziesięciu latach życia w takim a nie innym związku, relacji, sposobie na życie?
Oto jest pytanie, na które znajdziemy odpowiedź w tej książce.
Do tego akcja dzieje się w pięknym miejscu. Nina George stworzyła barwną galerię sympatycznych bohaterów, których Marianne poznaje podczas swego pobytu , opisuje nam smaczne potrawy, które serwuje się w tamtym regionie Francji. Dochodzą też wierzenia i przesądy wciąż obecne w życiu tamtejszych mieszkańców i oto mamy udaną i zgrabną opowieść, taką odprężającą dość (chociaż nie brakuje momentów smutnych, ot, życie).
Moja ocena to 5.5 / 6.
