Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2014). Ebook.
Przełożyła Krystyna Sławińska.
Tytuł oryginalny Ne lache pas ma main.
Po raz kolejny widzę, że zaglądanie w rozmaite miejsca z ocenami książek wystawionymi przez czytelników mija się w moim przypadku z celem. Książka ta bowiem oceny ma raczej słabe a mnie się ten kryminał bardzo spodobał. Nawet nie wiedziałam, że mam go na czytniku, musiałam swego czasu skorzystać z jakiejś naprawdę dobrej promocji na ebooki, skoro zdecydowałam się go kupić „w ciemno”. A przypomniała mi o „Nie puszczaj mojej dłoni” moja własna Mama, która przeczytała tę książkę chwilę przede mną i bardzo była z niej zadowolona.
Liane i Martial to francuskie małżeństwo, które wraz z sześcioletnią córką Sofą spędzają wakacje na Wyspie Reunion. Wakacje początkowo wydające się być sielanką zmieniają się jednej chwili w koszmar gdy Liane idzie do hotelowego pokoju. Idzie i jak się czas jakiś potem okaże, ślad po niej ginie całkowicie.
Niechętnie wezwana przez dyrektora hotelu policja rozpoczyna śledztwo i oto szybko orientuje się, że mąż wydawałoby się taki strapiony i zmartwiony zaginięciem żony, ma jednak coś do ukrycia. Swojej sytuacji nie poprawia on sam uciekając wraz z Sofą z hotelu i starając się zmylić policyjny pościg.
Mnie się ten kryminał, thriller podobał, akcja działa się szybko. Wydarzenia następowały po sobie szybko a wraz z upływem lektury na jaw wychodziły fakty z przeszłości. Jak w końcu mówi przysłowie z wyspy, na której dzieje się akcja książki, a które to przysłowie cytowane jest na jej początku, „Niebezpiecznie jest wskrzeszać przeszłość”.
Dla mnie to literackie pierwsze i jak pisałam, zupełnie przypadkowe, spotkanie z autorem, nie okaże się jak sądzę jedyne. Podobno inna jego książka „Samolot bez niej” jest również interesująca, nie ukrywam, że i mnie jej opis zaciekawił.
Moja ocena „Nie puszczaj mojej dłoni” to 5.5 / 6.
