stare i dobre…

…czyli raz na jakiś czas muszę poczytać coś autorstwa Agathy Christie. Ona mi poprawia nastrój i humor zawsze. Hmmm, dziwne, prawda? 🙂 Kryminały a poprawiają mi nastrój. Tak czy inaczej, mimo, że sporo jej książek mam na półce, skorzystałam parę dni temu z promocji ebooków na jej książki między innymi i nabyłam parę. 

Wczoraj skończyłam „Uśpione morderstwo”. Wiedziałam, kto jest sprawcą ale nie przeszkodziło mi to w lekturze zupełnie. Tym razem po prostu jeszcze bardziej doceniłam mądrość życiową panny Marple. Po przeczytaniu bardzo ciekawej biografii Agathy Christie rozumiem, że wiele z tych gorzkich ale prawdziwych i dziwnie aktualnych słów, które wypowiada panna Marple, to opinie samej autorki. 
A teraz znów kryminał, z którego większość pamiętam ale nie przeszkadza mi to powrócić do niego. Oto niezapomniany Poirot, luksusowy pociąg i pasażerowie. Czyli „Morderstwo w Orient Expressie”.  Uwielbiam książki Agathy Christie.  

„Szklany pokój”. Ann Cleeves.

Wydana w Wydawnictwie Amber. Warszawa (2014). Ebook.
Przełożyła Małgorzata Stefaniuk. 
Tytuł oryginału The Glass Room.

Najmniej ta część kryminalnego cyklu o inspektor Verze Stanhope mi się podobała.
Nie wiem (a zaczęłam się zastanawiać już jakiś czas temu), co konkretnie przysłużyło się temu, że pod koniec już ją nieco wymęczyłam. Czy fakt, że zaczęłam ją czytać jeszcze w zeszłym roku a ponieważ w czasie ferii rodzinnych nigdy nie mam zbyt wiele czasu na czytanie, wlokłam tę lekturę aż do dzisiaj? Czy też „przejadł mi się” ten cykl? Czy też sama intryga kryminalna jakoś mnie nie wciągnęła, nie porwała? Bo fakt, że tego, kto jest mordercą domyśliłam się bardzo szybko według mnie na to aż tak nie wpłynął. Rzadko bo rzadko ale zdarza mi się jednak odkryć podczas lektury kryminału sprawcę i aż tak to nie rzutuje na moje zdanie na temat dalszej lektury. A tu tak się stało, że szczerze mówiąc, końcówkę niemal domęczyłam. 

W tej części cyklu o inspektor Verze Stannhope w intrygę kryminalną zostanie wplątana jej znajoma, sąsiadka Joanna. Kiedy Jack, jej partner, wypłakuje się Verze, że żona zostawiła go, okazuje się, że Joanna jest na kursie literackim nomen omen poświęconym pisaniu kryminałów. I że chwilę po tym jak Vera ten fakt odkryje okaże się, że zostało w Domu Pisarza, w którym odbywa się kurs dla kilku osób, zostało popełnione morderstwo. O które początkowo zostanie oskarżona Joanna właśnie. 
Po drodze zdarzy się jeszcze jedna zbrodnia.
Niby jest tu klimat zamkniętego domu, społeczności złożonej z kilku osób, które wcześniej się niby nie znały a pomiędzy którymi są jak wychodzi na jaw w trakcie śledztwa wzajemne powiązania. Niby jest zbrodnia i kilka osób, które mogły ją popełnić. Niby jest klimat nieco jak z Agathy Christie a czegoś jak już wspominałam, zabrakło mi.

Tak czy inaczej trochę szkoda, że tak odebrałam tę część ale z drugiej strony takie są moje odczucia i już.
Moja ocena to 4.5 / 6. 

Dzień dobry…

…w Nowym Roku 2016 !
Jeszcze raz życzę aby okazał się Szczęśliwy i Bardzo dobry. Taki, który będziemy wspominać z radością i sentymentem.

Nasz Sylwester był bardzo miły. Spędzony w sposób, jaki najbardziej lubimy czyli we trójkę, kameralnie, bez napinki. Domowo. Z obserwacji na fejsie widzę, że bardzo wielu moich znajomych spędziło ten wieczór i przełom daty w taki sam sposób czyli w domu, z najbliższą rodziną. Czyżby nowy trend? Były „domówki” a teraz są „rodzinki” ? 🙂 Tak czy inaczej, zrobiliśmy sobie dobrą kolację, sesje zdjęciowe. Popisaliśmy życzenia , otrzymaliśmy życzenia i poszliśmy spać. 
Jaś zasnął pomimo huku i walenia petard już od wczesnych wieczornych godzin, tyle było emocji, my jeszcze oglądaliśmy film. W końcu grudnia zrobiliśmy sobie przypomnienie wszystkich dotychczasowych części Gwiezdnych Wojen i w Sylwestra tuż przed północą kończyliśmy oglądać „Powrót Jedi”. Mam nadzieję, że i Wy spędziliście ten wieczór w miły sposób i taki, który Wam najbardziej odpowiada. 

Zima nadeszła (chociaż ci, którzy mnie znają wiedzą, że żaden to dla mnie powód do radości) z mrozem ale jak na razie bez śniegu chociaż wczoraj wieczorem za oknem popadywało z bardzo rzadka coś na kształt puchu…Ale dosłownie minimalnie.

Miłego pierwszego weekendu w Nowym Roku Wam i sobie oczywiście, życzę 🙂