„Kieszeń pełna żyta”. Agatha Christie.

Wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim. Wrocław (2014).
Przełożył Jan Dehnel.  
Tytuł oryginału A Pocket Full of Rye.

Szkoda, że panna Marple, która pomoże policji rozwiązać zagadkę zbrodni, pojawia się w książce dość późno. Jak dla mnie właśnie za późno. Bo jak zwykle, spostrzeżenia panny Marple dotyczące świata, ludzi i mechanizmów ich zachowań, bezcenne i do zapamiętania. Niedawno ukazała się książka z cytatami Poirota z książek Christie. Ja osobiście życzyłabym sobie zbiorek cytatów zebranych wypowiedzianych przez tę wspaniałą starszą panią.

Tym razem Christie umiejscawia akcję kryminału w drugim lubianym przez nią tle. Oto bowiem mamy posiadłość rodzinną gdzieś poza Londynem, w której to posiadłości mieszka spora część rodziny. Głową domu i na czele rodzinnej firmy stoi Rex Fortescue.I gdy staje się on ofiarą morderstwa, zostaje bowiem otruty, okazuje się, że praktycznie każdemu mieszkańcowi posiadłości śmierć pana domu ułatwia życie. Tam, gdzie w grę wchodzi niemała ilość pieniędzy a także obawa przed ich utratą, komuś prędzej czy później puszczają nerwy.
Jak to u Agathy Christie bywa, będzie więc trochę spraw z przeszłości, „grzechów”, które rzucają długie cienie jak padnie to w książce w którejś z wypowiedzi. Jest też syn marnotrawny, który niczym ten biblijny, pojawi się niemal znienacka w rodzinnej posiadłości. 

Pojawi się też więcej zbrodni i cała sprawa zacznie wydawać się zaplątana i nie do rozwiązania. 
Na to wszystko wkroczy spokojnie siwowłosa i błękitnooka Jane Marple, która jak to często miewa w zwyczaju, z pomocą pamięci przypomni sobie jedną z dziecięcych wyliczanek, która to wyliczanka, wierszyk, pomoże jej rozwiązać sprawę i wspomóc tym samym działania policji.

Moja ocena to 5.5 / 6.