Wydana w Wydawnictwie MAG. Warszawa (2012).
Przełożyła Justyna Gardzińska.
Tytuł oryginału The Cloud Atlas.
Po „Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta” tego samego autora, którą to książką zachwyciłam się w tym wpisie, przyszła kolej na „Atlas chmur”. Tak się złożyło, o czym zresztą pisałam, że w tym przypadku pierwszą obejrzałam ekranizację a nie przeczytałam książkę. I tak mi się film spodobał (pomimo, że zbiera sporo krytyki, jak zdążyłam się zorientować), że sięgnęłam po książkę. I tu się nie zawiodłam. Niemniej jednak być może przez samą strukturę opowieści miałam moment w połowie książki, w którym poczułam lekkie zmęczenie. Czy to jak mówię samą formą, czy to objętością (to kolejna bardzo obszerna książka), dość, że zwalczyłam za radą paru osób owo znużenie i książkę kontynuowałam i myślę, że dobrze bo jak już potem zaczęło się wszystko składać, poszło mi szybciej.
Po raz kolejny David Mitchell zachwycił mnie językiem opowieści. Opowieści bowiem w tej książce jest sześć i każda z postaci mówi innym językiem bądź ogólna atmosfera danej historii jest prowadzona z osobnym klimatem słowa, aurą właściwą jej tylko.
Mamy tu więc jak mówiłam sześć opowieści, co ważne, każda dzieje się w innym czasie, w osiemnastym wieku, latach dwudziestolecia międzywojennego XX wieku, latach siedemdziesiątych XX wieku, początku XXI wieku, i dwie w przyszłości. W tym ostatnia to opwowieść dziejąca się w okresie postapokaliptycznym.
Każda z opowieści ma swój klimat i stanowi aluzję do jakiegoś danego gatunku literackiego. Jest opowieść prowadzona w formie pamiętnika, są listy , jest w końcu klasyczna sensacja ze ścielącym się trupem i młodą idealistką, która prowadzi niebezpieczne prywatne śledzctwo. Jest opowieść komediowo awanturnicza, science fiction i właśnie, o czym już wspomniałam, postapokaliptyczna, poznawana jako wspomnienia z ust kogoś, kto żył w tamtym czasie i wspomina na starość.
Jak już mówiłam, po raz kolejny chylę czoła zarówno w kierunku samego autora, który bawi się literaturą w sposób mistrzowski, jak również w kierunku pani tłumacz, która na pewno miała przed sobą podczas tej pracy niełatwe zadanie a wywiązała się z niego wspaniale.
Czyli po raz kolejny David Mitchell pokazał mi dlaczego czytanie książek to wspaniała sprawa. Bo to na swój sposób zabawa, która wciąga nas w swój niezwykły magiczny świat. Tę książkę można czytać na wiele sposobów. To po raz kolejny tak lubiane przez Mitchella wątki idealistów walczących ze złem tego świata. Pierwszy bohater , podróżujący statkiem amerykański notariusz Adam Ewing i walcząca ze złem dziennikarka, Luisa Rey to właśnie ci idealiści, którzy przypominali mi swoją postawą Jacoba de Zoeta z książki, o której wcześniej wspomniałam.
Ale można ją też czytać przez pryzmat opowieści o „człowieku” ogólnie. O jego namiętnościach, pasjach, o miłości, o złu, jakie jeden człowiek może czynić drugiemu. O dążeniu do zmian, o potrzebie zmian i egzekwowaniu ich przez próby rewolucji. O wojnach. Zaskakująco wiele trafnych zwłaszcza w dzisiejszych dniach gdy sytuacja polityczna i ogólna na świecie niemiła i niepewna, odnotowałam podczas tej lektury. Tak więc dodatkowo mogę stwierdzić, że „Atlas chmur” jest lekturą zdecydowanie ponadczasową i uniwersalną.
Wnikliwi czytelnicy mogą się zastanawiać i odczytywać te opowieści jako historię nieprzemijalności człowieka i jego pragnień, dążeń a nawet może i opowieść o reinkarnacji postaci. Ja jednak tego wątku reinkarnacyjnego bym nie rozpatrywała, do mnie to nie przemawia, raczej jako ciągłość tego, o czym już pisałam. Ciągłość wszystkiego tego co człowiekowi towarzyszy podczas życia. Ciągłość pasji i ciągłość pragnienia życia i uczynienia go jak najbardziej ciekawym. Także pragnienia wolności i niezawisłości.
To zdecydowanie kolejna świetna lektura, która, o czym już pisałam, potwierdza niezwykłość i wspaniałość literatury i czytania i tego, że czas spędzony nad książką tak naprawdę nigdy czasem zmarnowanym nie będzie. No, przynajmniej czas spędzony nad tak dobrą książką jak ta. Ta książka to wspaniała lektura czyniąca ukłon w stronę wymagającego czytelnika i w kierunku literatury ogólnie i mówiąca do nas „poświęć mi trochę twojego czasu a zobaczysz, nie będziesz żałować”. I zaiste, nie żałuję ani trochę.
Moja ocena to 5.5 / 6.