„Wyspa z mgły i kamienia”. Magdalena Kawka.

Wydana w Wydawnictwie MG. Warszawa (2013). Ebook.
Tak, moje postanowienie, które wykluło się czas jakiś temu trzyma mnie mocno. Wciąż czytam autorki i autorów polskich. Ostatnio sprawdziłam w swoim notesie, w którym zapisuję oceny książek (oczywiście wraz z ich tytułami;)) i aż się sama zdziwiłam. Nieprzerwanie bowiem czytam polską literaturę od kwietnia a więc…sporo już czasu ;)”Wyspę z mgieł i kamienia” Magdaleny Kawki nabyłam gdy przeglądałam promocje (chyba około Targów Książki ale pewna wcale nie jestem) i oto wzrok mój przykuła okładka, która kojarzyła się z Grecją. Okazało się ,że dobrze mi się skojarzyła, bowiem już krótki opis książki dawał jasno znać, że jej akcja dziać się będzie ni mniej ni więcej a na mojej ukochanej Krecie. No i czy ja mogłam nie kupić tej książki?Tak więc kupiłam ale jak widać, książka nieco się „przeleżała” na czytniku. Do teraz.
Sięgnęłam po nią i wsiąkłam. Nie mogłam się od niej oderwać.
Zacznijmy od tego, że jest to obyczajówka dobrze napisana, ładnym językiem, zgrabnie i na szczęście, nie pretenduje do niczego innego niż jest czyli dobrze napisanym właśnie obyczajowym kawałkiem. Za to jak mówię, napisanym tak, że oderwać się nie można. Oto Julia, pani doktor dawno po rozwodzie a obecnie po zakończonym związku, która już niemal jedną nogą jest (nie, nie, nie w grobie na szczęście) a na emeryturze. Pani doktor anestezjolog, ma dwie dorosłe córki i szczęśliwie, spadek po przodkini. Który to spienięża i nie czekając na emeryturę wyjeżdża z kraju aby kupić dom na Krecie i osiąść tam na stałe jak ma nadzieję. Tak, wiem, brzmi trochę jak z tego schematu, na który ostatnio tak psioczyłam. Podobieństwo jednak na tym się kończy bo pani doktor zdecydowanie nie daje się wtłoczyć w żadne schematy.To właśnie dotychczasowe schematy i poczucie obowiązków sprawiło, że teraz ponad pięćdziesięcioletnia Julia powiedziała sobie dość tego i postanowiła wyjechać.
Kreta wita ją piękną pogodą, wspaniałymi krajobrazami, serdecznymi i gościnnymi ludźmi, wspaniałymi wiekowymi zabytkami. I dziwną grupą osiedlonych na Falasarnie obcokrajowców, którzy niby to chcąc się zaprzyjaźnić sprawiają wrażenie jakby z jakichś, bliżej nieznanych Julii przyczyn, chcieli być blisko niej aby ją kontrolować. 
Julia jednak stara się nie zaprzątać myśli zmartwieniami. Organizuje sobie nowe życie, mebluje dom, poznaje zarówno ekscentryczną grupę znajomych jak i tubylców. W oko wpada jej jeden z nich. Trochę tu będzie wątku romansowego, od razu uprzedzam i aż się sama zdziwiłam, że mi to nie przeszkadzało. Może dlatego, że raz na kiedy mam ochotę poczytać i taką bajkę dla dorosłych ?:)

Julia poznaje więc i samą okolicę, w której kupiła dom, i mieszkańców. Zaczyna mieć wrażenie, że coś się dzieje, ale dokładnie jeszcze nie wie co. Nie przyjdzie jej do głowy, że będzie miała do czynienia z wielkimi zabytkami. I jak duże kłopoty i perypetie będą szły w parze z tymi zabytkami.

Co mi się spodobało to fakt, że jak widzę autorka książki „odrobiła” lekcję historii. Wątki historyczne dotyczące Krety i czasów okupacji niemieckiej są bardzo interesujące a w połączeniu z faktem, że nasza ostatnia wizyta na Krecie miała miejsce właśnie w rejonach, w których kręci się bohaterka książki i również odwiedzaliśmy za tamtą wizytą miejsca historyczno-martyrologiczne, książka według mnie zyskała dodatkowo. 

To nie jest kolejna opowieść o kobiecie w pewnym wieku, która postanowiła zmienić swoje życie. A może inaczej, trochę jest, tylko ta zmiana według tej konkretnej kobiety nie polegała na natychmiastowym znalezieniu nowego partnera a na zmianie stylu życia, kieratu, w którym utkwiła i który najwyraźniej w pewnej chwili stał się tak ciążący, że doprowadził do takich a nie innych decyzji.  

Bardzo mi się ta książka jak już wspominałam, podobała.
Oceniam ją na 5 / 6.