zawiodłam się…

…na książce „Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia” Piotra Milewskiego. Nie wiem, być może kogoś innego ona zachwyci, mnie niestety, nie, domęczyłam ją, a to już niefajne ale mam w zwyczaju jeśli chcę skrytykować dobrnąć do końca czy to książki czy filmu. 
Mnie się ta opowieść nie spodobała. Umęczyłam się opisem podróży autostopowej autora, opisie każdego kierowcy, który go zabrał, opisem każdej ławki , na której nocował i każdego głodu jaki odczuł podczas swojej podróży. Wolno mi się nie zachwycać, to korzystam z tego prawa, nie, nie zachwycam się. Opis Japonii taki tu jakiś płaski (nie jest to moje określenie, niestety, to określenie znajomego, który użył go ostatnio pisząc ze mną na temat zupełnie innej książki o podróży do innego niż Japonia, kraju). Ale właśnie to określenie pasuje mi bardzo do tego opisu. 
Tak więc ta książka niestety, nie spodobała mi się i cieszę się, że po raz kolejny, ebook nabyty był w promocji. 
Jak mówię, to, że mnie się nie podobała (daję jej ocenę 3.5 na 6), nie oznacza oczywiście, że komuś innemu się nie spodoba. Ja uwielbiam jak książka o podróży gdzieś tam powoduje u mnie to, że natychmiast po skończeniu jej mam ochotę spakować walizkę i pognać na lotnisko. Ta niestety tak na mnie nie podziałała. 
Trudno, bywa i tak, że coś nie „zaskoczy” w lekturze, coś nie pasuje, coś irytuje…

A ponieważ dziś już piątek więc tą drogą życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu.