książkowo, literacko…

…zbiorowo będzie. I tak gwoli wzmiankowania raczej niż coś bardziej obszernego.
Najpierw o tym, co zaczęłam czytać przed wyjazdem czyli o „Domu” Piotra Ibrahima Kalwasa. To taki nietypowy rodzaj „przewodnika subiektywnego” po egipskim mieście Aleksandria, w którym autor żyje z rodziną od kilku lat.
Muszę powiedzieć, że początek bardzo mnie wciągnął, podobała mi się ta książka, tak mniej więcej do połowy. Po czym utknęłam, przestało mi iść. Trochę zbyt ponuro się poczułam bo akurat w tamtym miejscu nastąpiło nagromadzenie narzekania na życie w Polsce autora. Rozumiem oczywiście, że autor pisze, co mu w duszy gra, mnie to narzekanie zmęczyło mocno. Potem było już gorzej niż w pierwszej połowie, bo książka zrobiła się mocno przegadana i niezrozumiała zdeczka. Od razu obrońcom autora przypominam, że tak jak i on sam, mam prawo do własnych odczuć i uczuć i tak, takie miałam podczas kończenia tej książki. Niestety, jak mówię, do połowy było fajnie, w drugiej połowie już sporo mniej. Do tego stopnia,że ucieszyłam się przypomniawszy sobie, że nabyłam ją w bardzo korzystnej cenowo promocji około Targów Książki.
„Dom” przerwałam (po czym wróciłam bo jak Wiecie, nie cierpię narzekać na coś, czego nie skończę do końca) i zanurzyłam się za to w czymś co mnie porwało do ostatniej strony (elektronicznej bo zarówno „Dom” jak i to było w wersji ebook). A była to ostatnia część „upalnej” trylogii Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, czyli „Upalne lato Gabrieli”. Ta książka jest według mnie najlepszą z cyklu i szczerze odczułam po skończeniu jej żal, że właśnie oto koniec świetnego cyklu.

Trzecia sprawa literacka będzie o czymś, o czym już wielokrotnie pisałam (w kontekście narzekań), że czytam jej za mało. Jej, czyli poezji.
Dzięki uprzejmości Autora , Adama Pluszki , miałam możliwość przeczytania Jego tomu poezji pod tytułem „Zestaw do besztań”. Nie jest to poezja lekka łatwa i przyjemna a może raczej inaczej, z wierszy wynika ogromna wrażliwość, wręcz nadwrażliwość Poety na świat. To wszystko, co obserwuje, przetwarza w swoich wierszach, które mówią (przynajmniej w tym tomie) o życiu i śmierci. Właściwie nic oryginalnego, tak? Ktoś może taki zarzut postawić. Niemniej jednak muszę powiedzieć, że Adamowi Pluszce udaje się ubrać własne myśli, odczucia, obserwacje, zdarzenia, które Mu się dzieją, w taki sposób, który mocno wwierca się w głowę. Mnie emocje rozorały (przy pierwszym czytaniu było najgorzej, przyznaję Adamie) wiersze , nazwę to może kolokwialnie „około szpitalne i około chorobowe”…
Ale sporo w tych wierszach oprócz wrażliwości, o której wspomniałam, specyficznego poczucia humoru, takiego mrugnięcia okiem do odbiorcy, które zapewne nie każdy odczyta a może właśnie, co najlepsze, każdy odczyta na swój sposób?
Polecam to nazwisko jeśli oczywiście jeszcze tego Poety nie znacie, bo warto według mnie poznawać wiersze kogoś z „naszego” pokolenia.
Więcej o wierszach możecie poczytać w Dwutygodniku i w recenzji autorstwa Macieja Woźniaka, który ukazał się na stronach Staromiejskiego Domu Kultury.