Imieninowy dzień…

…minął mi bardzo przyjemnie. Mimo, że też sobota (też, jak Urodziny, zdaje się, że teraz po zmianie dat Imienin moje Urodziny i Imieniny właśnie przypadają na ten sam dzień tygodnia, ja to mam refleks szachisty, odkryłam to właśnie niedawno :)), to nie odczułam tego dnia aż tak bardzo zagonionego jak dzień marcowych Urodzin właśnie. Może to, że wtedy taki przedwiosenny czas, to człowiek wymęczony zimą, bo ja wiem? 
Dziś odbyliśmy miły spacer do Ogrodu Botanicznego. Bardzo chciałam zabrać moich Chłopaków na dzień otwarty na warszawskim Okęciu. Wydawało mi się, że to będzie TO. Okazało się, że nie. P. od razu powiedział, że On niekoniecznie a Janeczek po pierwotnym zdawało się zainteresowaniu, stracił dla tego pomysłu zapał i wyraził chęć jazdy na rowerze biegowym (nowym, bo ze starego wyrósł jak i z fotelika samochodowego) w Ogrodzie Botanicznym właśnie. Co miało swe dobre strony bo rosarium w pełnym rozkwicie i skorzystaliśmy z tego, tym bardziej, że ludzi jakoś niewiele. 
Wracając wstąpiliśmy do kwiaciarni gdzie Janeczek wybrał róże właśnie ( w bardzo ładnym różowym odcieniu) dla mnie a P. sfinansował wybór 🙂

Skończyłam drugą część przygód Sióstr Sucharskich czyli „Drugi przekręt Natalii” Olgi Rudnickiej. Ubawiłam się nad nią dokładnie tak, jak nad częścią pierwszą, więc co za tym idzie, polecam. Siostry Sucharskie w tej części tak samo kręcą, kombinują, a wszystko to opisane w fajny, zabawny sposób. Jak dla mnie to idealna lektura na letnie dni. Oceniam 5 / 6. Mam na czytniku trzecią część tej trylogii o szalonych siostrzyczkach ale na razie chyba zrobię sobie przerwę.

Życzę Wam miłej dalszej części weekendu.  

„Natalii 5”. Olga Rudnicka.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-Ka. Warszawa (2011). Ebook.

O moim postanowieniu, które ukuło się samo i trwa, czyli „czytam książki polskich autorek i autorów” już większość odwiedzających mój blog wie. O tym, że od dłuższego czasu książki, a raczej ebooki konkretnie, nabywam w promocjach, chyba też.

Nie inaczej było z „Natalii 5”. Skusiłam się ceną promocyjną i nie żałuję. O książkach Olgi Rudnickiej słyszałam już wcześniej wiele dobrego. Że to takie kryminały na wesoło. Nie wiem po co porównuje się jej postać do Joanny Chmielewskiej. Moim zdaniem nikomu to nie służy. Tym bardziej, że autorka , czyli Rudnicka „broni się” świetnie dobrymi książkami z poczuciem humoru. „Natalii 5” to kryminał „na wesoło” (sama zdaję sobie sprawę z tego jak dziwnie to może zabrzmieć). I nie skłamię jeśli napiszę, że podczas lektury, a zwłaszcza w drugiej połowie, śmiałam się nie raz i naprawdę głośno. Tak więc kto ma ochotę na coś lżejszego, w sensie treści , coś nad czym raczej się pośmieje niż zasmuci czy zdenerwuje, a przy tym lubi wątki kryminalne, śmiało może sięgać po tę książkę.

Już sam początek zapowiada, że dalej będzie tylko ciekawiej i zabawniej. A mianowicie, poznajemy Natalię Sucharską. I Natalię Sucharską. I Natalię Sucharską. I Natalię Sucharską. I Natalię Sucharską. Nie, nie popsuła mi się ani nie zacięła klawiatura. Po prostu pewien pan, bigamista, miał zwyczaj każdej swej córce, którą płodził z kolejną żoną bądź nie żoną, nadawać, zapewne z wygody, takie samo imię.

Te pięć Natalii nie mając pojęcia o swoim istnieniu, nagle będzie musiało się o sobie dowiedzieć przy okazji śmierci ich ojca, która miała miejsce w dość niejasnych okolicznościach.

Pięć bab z różnym wieku, z rozmaitym charakterkiem i temperamentem (ale żadne tam ciepłe kluchy, nie nie, taki ojciec nie mógł mieć tego typu córki :)) zamieszka więc razem w odziedziczonym domu. 
Będzie się działo, będzie wesoło, bo to i nieoczekiwany spadek, i owe różnice charakterów a przy tym jednak wspólne więzi i podobieństwa. A to nieoczekiwane wydarzenia i skarb, którego przyjdzie im wspólnie szukać. 

Zdecydowanie to lektura lżejsza, być może wpasowująca się w nurt „książki dobrej na wakacje”. 
Ja miałam przy jej lekturze dużo radości więc polecam.
Moja ocena to 5 / 6. 

Imieniny Jana…

…Noc Świętojańska za nami a dziś Imieniny świętują wszyscy Panowie noszący piękne imię Jan 🙂

Janeczku, w Dniu Twoich Imienin życzymy Ci Wszystkiego, co Najlepsze i Najpiękniejsze. Wiele Zdrowia, Szczęścia i Radości, samych życzliwych Ci osób wokół Ciebie , przyjaciół i dobrej zabawy:) Mama i Tata. 

Janom oczywiście również życzymy tego, co Najlepsze w Ich Dniu 😉

 

dlaczego filmuje się często…

…jakieś słabizny albo przynajmniej nic nadzwyczajnego a całkiem fajne książki nigdy ekranizacji się nie doczekają? Zresztą, jak to ma wyjść, jak to wychodzi w polskim kinie (o serialach teraz mówię) od dłuższego czasu to może niech się już nie doczeka 🙂
A mam na myśli bardzo pozytywnie napisaną książkę, którą pochłonęłam w jeden dzień praktycznie. Znów polska autorka:) Znów dobro:) Tym razem sprezentowane mi przez Życzliwą Osobę, czyli „Magnolia” Grażyny Jeromin-Gałuszki.
Co prawda początek trochę bajkowy bo jednak nie zakładam, że każdego stać ot tak z miejsca nabyć sobie pensjonat a i akcja według mnie równie dobrze mogła by się dziać na prowincji mazowieckiej a niekoniecznie jak to ma miejsce w książce, w bieszczadzkiej wiosce ale reszta bardzo fajna. Książka opowiada losy faceta po rozwodzie, który bez planu życiowego rusza przed siebie, trafia do wioski w Bieszczadach właśnie, gdzie nabywa pensjonat. Pensjonat z personelem i przyległościami towarzyskimi, rzec można. Cztery dorosłe kobiety i jedna nastolatka. Każda z nich oryginalna, każda z nich jak się okazuje , mająca swoją historię, każda tak samo ciekawą.
Dobra, pozytywna, ciepła książka opowiadająca o niby to oczywistości a fakcie, o którym tak wielu zdaje się zapominać czyli o tym, że najlepiej nam jako ludziom przy innych ludziach. I że żaden, nawet najbardziej wypasiony grzejnik nie da nam tyle ciepła, co drugi człowiek. Swoją miłością, swoim wsparciem, swoim byciem obok w każdej sytuacji.
Polecam bardzo, moja ocena to 5 / 6. 

„Ta druga”. Karolina Wilczyńska.

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2011). Ebook.

Moje postanowienie zapoznawania się z coraz to nowymi autorami bądź autorkami polskimi było jednym z najlepszych tego roku, wiem to teraz.
Kolejna książka, i autorka, której nie znałam, po którą sięgnęłam (po książkę, nie autorkę, rzecz jasna :)), to „Ta druga” Karoliny Wilczyńskiej.
Nie jest to książka, o której chcę pisać zbyt wiele , z racji tego, że mogłabym zdradzić o jedną rzecz, kwestię, za dużo a szkoda by było. Dobrze jest czytać tę książkę zupełnie bez żadnych informacji.
Oto książka o relacjach synowej z teściową. Teściowa, temat rzeka, można by powiedzieć. Chyba jedna z najbardziej nielubianych osób, o której powstały kawały we wszystkich językach świata.
I można by pomyśleć, będzie kolejny raz na temat wojenki podjazdowej pomiędzy umęczoną atakami starą kobietą. No więc nie, nic tu nie jest czarno białe a raczej można powiedzieć, że wszystko tu może się odmienić jak w kalejdoskopie. Ale nie, nie chcę pisać nic więcej, żeby czegoś nie zdradzić niechcący.
W każdym razie bardzo dobry kawałek prozy o tym jak bardzo możemy sami sobie namącić w głowie wyobrażeniami na ten czy ów temat. I że na szczęście, nie zawsze jest za późno aby to czy tamto zrozumieć i na przebaczenie jakkolwiek górnolotnie to by nie zabrzmiało.

Moja ocena 5 / 6.  

książkowo, literacko…

…zbiorowo będzie. I tak gwoli wzmiankowania raczej niż coś bardziej obszernego.
Najpierw o tym, co zaczęłam czytać przed wyjazdem czyli o „Domu” Piotra Ibrahima Kalwasa. To taki nietypowy rodzaj „przewodnika subiektywnego” po egipskim mieście Aleksandria, w którym autor żyje z rodziną od kilku lat.
Muszę powiedzieć, że początek bardzo mnie wciągnął, podobała mi się ta książka, tak mniej więcej do połowy. Po czym utknęłam, przestało mi iść. Trochę zbyt ponuro się poczułam bo akurat w tamtym miejscu nastąpiło nagromadzenie narzekania na życie w Polsce autora. Rozumiem oczywiście, że autor pisze, co mu w duszy gra, mnie to narzekanie zmęczyło mocno. Potem było już gorzej niż w pierwszej połowie, bo książka zrobiła się mocno przegadana i niezrozumiała zdeczka. Od razu obrońcom autora przypominam, że tak jak i on sam, mam prawo do własnych odczuć i uczuć i tak, takie miałam podczas kończenia tej książki. Niestety, jak mówię, do połowy było fajnie, w drugiej połowie już sporo mniej. Do tego stopnia,że ucieszyłam się przypomniawszy sobie, że nabyłam ją w bardzo korzystnej cenowo promocji około Targów Książki.
„Dom” przerwałam (po czym wróciłam bo jak Wiecie, nie cierpię narzekać na coś, czego nie skończę do końca) i zanurzyłam się za to w czymś co mnie porwało do ostatniej strony (elektronicznej bo zarówno „Dom” jak i to było w wersji ebook). A była to ostatnia część „upalnej” trylogii Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, czyli „Upalne lato Gabrieli”. Ta książka jest według mnie najlepszą z cyklu i szczerze odczułam po skończeniu jej żal, że właśnie oto koniec świetnego cyklu.

Trzecia sprawa literacka będzie o czymś, o czym już wielokrotnie pisałam (w kontekście narzekań), że czytam jej za mało. Jej, czyli poezji.
Dzięki uprzejmości Autora , Adama Pluszki , miałam możliwość przeczytania Jego tomu poezji pod tytułem „Zestaw do besztań”. Nie jest to poezja lekka łatwa i przyjemna a może raczej inaczej, z wierszy wynika ogromna wrażliwość, wręcz nadwrażliwość Poety na świat. To wszystko, co obserwuje, przetwarza w swoich wierszach, które mówią (przynajmniej w tym tomie) o życiu i śmierci. Właściwie nic oryginalnego, tak? Ktoś może taki zarzut postawić. Niemniej jednak muszę powiedzieć, że Adamowi Pluszce udaje się ubrać własne myśli, odczucia, obserwacje, zdarzenia, które Mu się dzieją, w taki sposób, który mocno wwierca się w głowę. Mnie emocje rozorały (przy pierwszym czytaniu było najgorzej, przyznaję Adamie) wiersze , nazwę to może kolokwialnie „około szpitalne i około chorobowe”…
Ale sporo w tych wierszach oprócz wrażliwości, o której wspomniałam, specyficznego poczucia humoru, takiego mrugnięcia okiem do odbiorcy, które zapewne nie każdy odczyta a może właśnie, co najlepsze, każdy odczyta na swój sposób?
Polecam to nazwisko jeśli oczywiście jeszcze tego Poety nie znacie, bo warto według mnie poznawać wiersze kogoś z „naszego” pokolenia.
Więcej o wierszach możecie poczytać w Dwutygodniku i w recenzji autorstwa Macieja Woźniaka, który ukazał się na stronach Staromiejskiego Domu Kultury.

 

 

myślę, że dobrą…

…prognozą czy raczej znakiem jest dla mnie mającej nadzieję na to, że Janeczek też będzie lubił książki i lubił czytać w przyszłości, jest fakt, że pierwszym odwiedzonym przez Niego muzeum była Leśniczówka Pranie 😉 Miejsce związane, wiadomo, z Gałczyńskim , tego na pewno nie muszę Wam pisać. 
Co prawda zwiedził to miejsce (sam budynek, bo okolicę dłużej) w tempie dość ekspresowym ale według mnie się liczy. 
A z otoczenia najbardziej Janeczkowi spodobał się umiejscowiony obok budynku pomnik poety.

Leśniczówka Pranie to takie nasze prywatne, obowiązkowe miejsce odwiedzin przy każdej okazji gdy jesteśmy w tamtych stronach.
Jakaś taka dobra energia w tym miejscu panuje 😉 No i położenie przepiękne, w samym sercu Puszczy Piskiej.  

 

Pozdrawiamy z Mazur

Gdzie wakacjujemy od soboty. 

Pogoda okazała się z gatunku „drut” a więc korzystamy.

Spełniło się jedno z największych marzeń Janeczka. Odbył swoją pierwszą jazdę konną. Muszę przyznać, że zaskoczył nas oboje tym, że właściwie zachował się jakby jeździł od miesięcy. Jak to mówią, w siodle urodzony! 

Coś się mi widzi, że trzeba będzie rozejrzeć się za jakąś szkółką w naszej okolicy. 

Pozdrawiamy i życzymy sobie i Wam oczywiście miłego i spokojnego długiego weekendu.