„Dom pod Lutnią”. Kazimierz Orłoś.

Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2012). Ebook.
Książka ta została mi sprezentowana, za co dziękuję w tym miejscu, bo podejrzewam, że ktoś, kto mi ją sprezentował, zwątpił już w to, że ją przeczytam. No więc przeczytałam i jestem zachwycona. Nie wiem czy już pisałam (pewnie tak) ale samorodnie i nagle podjęłam się własnego zadania czyli „czytać więcej polskich autorów”. Od kilku tygodni to zadanie wypełniam, co najważniejsze, z wielką przyjemnością.
„Dom pod Lutnią” wpasował się idealnie w lekturę po „1945. Wojna i pokój” Grzebałkowskiej. Po pierwsze, złagodził nieco to wrażenie, jakie książka Grzebałkowskiej pozostawiła we mnie jako w czytelniku. Po drugie, akcja książki dzieje się na Mazurach. Ziemi, która jeszcze do niedawna była Prusami Wschodnimi a po wojnie między innymi ta część ziem została włączona do terenów nowej Polski.  
Jest parę lat po wojnie, koniec lat czterdziestych. Tomek, dziesięciolatek, zostaje przywieziony przez mamę z Warszawy w gruzach do dziadka , Józefa Bronowicza. Bronowicz uciekł z Warszawy niemal zaraz po wojnie, uciekł od zniszczonego miasta, od dokwaterowanych lokatorów, od rodziny, z którą jakby już nic go nie łączyło, od obowiązków. Bywa i tak. Ponieważ w życie rodziny włącza się polityka i ojciec Tomka zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu, matka decyduje, że jednak dziecku lepiej będzie w bezpieczniejszym miejscu. Bronowicz kontaktując się z rodziną listownie zapomniał najwyraźniej wspomnieć jak ciągle niebezpiecznie i burzliwie dzieje się na terenach, które obecnie wcielone w granice Polski, przyszło mu zamieszkiwać. Niemniej jednak decyzja zapada, Tomek znajduje bezpieczną przystań u dziadka.Początkowo niechętny tej decyzji szybko się aklimatyzuje w nowym miejscu. Jest jeszcze dzieckiem i trochę nie do końca orientuje się w nowej rzeczywistości, zarówno politycznej jak i rodzinnej ale najważniejsze, że znajduje swoje miejsce w nowym domu, wśród nowych mu ludzi.
Mimo polityki, która dzieje się wokół, dla Tomka zaczyna się po prostu nowy wspaniały czas. Jakby nieco przedłużonych wakacji pomimo faktu, że rozpoczyna naukę w szkole, idąc do trzeciej klasy. U dziadka jest mu dobrze, przytulnie, ma nowych kolegów. Z dziadkiem mieszka miła młoda kobieta i jej pięcioletnia córka, która dla Tomka stanie się kimś w rodzaju młodszej siostry. 
Dni mijają, dzieje się życie. Nie będzie w tej książce fajerwerków akcji, ale to nie szkodzi, ja bardzo lubię takie spokojnie dziejące się opowieści o ludziach i ich często niełatwym, skomplikowanym życiu. Tu dodatkowo przyjemnością jest czytanie książki bo autor pisze bardzo ładnym językiem, piękną polszczyzną, czyta się więc książkę z prawdziwą przyjemnością. Do tego dochodzą opisy przyrody, natury, która jest, trwa wokół naszych bohaterów. W tej krainie, gdzie jeszcze do niedawna rządził ktoś inny a teraz żyć przyszło i Polakom, i niemieckojęzycznym Mazurom i Ukraińcom, Tomek spędzi wspaniały, dobry rok. 
Bardzo mi się ta książka podobała. Zła jestem na siebie, że nie przeczytałam jej wcześniej a z drugiej strony uznałam, że najwyraźniej tak właśnie miało być. Może „Dom pod Lutnią” czekał właśnie na to aż przeczytam go teraz, po tamtej wojennej książce aby w swoisty sposób stać się jej uzupełnieniem?
Polecam bardzo, moja ocena to 5.5 / 6.