Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2015). Ebook.
Nie ukrywam, że nie sięgnęłabym po tę książkę (tym bardziej, że okładka mnie nie zachwyca) gdyby nie entuzjastyczna recenzja Agnieszki Tatery na Jej blogu, o tu w tym wpisie.
Ale sięgnęłam i okazało się to bardzo dobrym pomysłem bo miałam naprawdę dobrą lekturę. Nie jest to książka wesoła i taka, którą bym poleciła na poprawę nastroju (chociaż na szczęście niesie ze sobą na końcu nadzieję na lepsze i dobrze) ale dziwnym trafem idealnie zbiegła się w czasie z moimi początkowomajowymi nastrojami.
To książka, którą trudno by czytać nieuważnie. Nie dlatego, że mami nas nagłymi zwrotami akcji czy mnogością postaci, ale dlatego, że pomiędzy opowiadaną nam fabułą znajdują się różne warte zapamiętania zdania, myśli, refleksje… Warto więc czytać tę książkę uważnie, dawkując ją sobie, powoli, niespiesznie. Opowieść i tak się będzie działa, całą historię głównej bohaterki, Inki, i tak ostatecznie poznamy.
Inka, to młoda dziewczyna, tuż przed trzydziestką. Nie, dalej nie będzie o tym,że Inka wraca na prowincję, na której się wychowała i tam zakłada kawiarnię, galerię, cuda i dziwy i poznaje miłość swego życia.
Inka po wielu latach nieobecności w domu, w którym się wychowała (celowo nie używam określenia „rodzinnym”) powraca do niego aby spędzić ostatnie chwile życia przy umierającej na raka ciotce Bercie. To ciotka zleciła komuś wysłanie telegramu ponaglającego do przyjazdu Inkę i Inka czuje, że nie jest to chwilowy kaprys. Oto więc popularna miejscowość na polskim wybrzeżu, która w sezonie tętni życiem a po sezonie wydaje się, że życie w niej zamiera. Nic bardziej mylnego.
Inka podczas tej wizyty po raz kolejny uświadomi sobie jak wiele zła mogą zdziałać plotki i ludzkie języki mielące to czy tamto. I po raz kolejny poczuje, jak bardzo nie na miejscu czuje się tam, gdzie kiedyś żyła a potem nagle z tego miejsca salwowała się ucieczką.
Inka dowie się też różnych ważnych spraw ze swojej przeszłości, z przeszłości własnej rodziny ale próżno oczekiwać spektakularnego ujawnienia tajemnic czy sekretów. Niech się więc czytelnik na to nie nastawia.
To raczej trudna opowieść o umieraniu, bolesnym dodatkowo, odchodzeniu osoby nam bliskiej, o własnych wobec tego faktu uczuciach a także o zmaganiu się innych bliskich z tym faktem.
To także opowieść o tym,że tylko naiwni turyści sądzą, że w małych miejscowościach cokolwiek interesującego dzieje się jedynie podczas sezonu urlopowego a po ich wyjeździe życie tam się kończy. Nie, nie. Miłość, namiętność, zło, występek, wszystkie uczucia dalej mieszają się i grożą często wybuchem w najmniej oczekiwanym momencie.
To opowieść o miłości, która zdarzyła się za późno i trwała za krótko. O szczęściu, które mogłoby być, gdyby nie……
To w końcu opowieść o przebaczeniu, w którego siłę warto jednak jest wierzyć, dawać sobie szansę zakosztowania tego uczucia aby móc ruszyć przed siebie ze spokojnym sercem.
„Kochającym ludziom łatwiej się wybacza” mówi do nas autorka książki słowami jednej z bohaterek.
Moja ocena to 5 / 6.
I zdecydowanie mam ochotę zapoznać się z innymi książkami pani Hanny Kowalewskiej, ktoś z Was może mi coś może specjalnie polecić?
