Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2012).
Przełożyła Iwona Sumera. Tytuł oryginalny The Lost Recipe for Happiness.
Już powyżej pisałam, że czytam a teraz jestem po kolejnej książce Barbary O’Neal i muszę powiedzieć, że podoba mi się jej styl, jej taki raczej dość spokojny sposób opowiadania historii, bez jakichś nie wiedzieć jakich zwrotów akcji (chociaż nie można powiedzieć, że osób, o których pisze nie spotykają najrozmaitsze życiowe doświadczenia i perypetie). Nie jest to jednak zdecydowanie żadna literatura akcji, sensacji , nie wiedzieć, czego jeszcze. To opowieść o kolejnej kobiecie i jej losie. O jej determinacji do tego aby żyć pomimo tego, co zaszło w jej życiu dwadzieścia lat temu. O sile, która pozwoliła się nie ugiąć, nie upaść a realizować swoją pasję.
Barbara O’Neal tworzy opowieść, którą czyta się tak, jak ja bardzo lubię czyli jakbym siedziała przy kuchennym stole, oświetlonym w taki intymny miły sposób, z kimś mi bliskim, piła ciepłą herbatę, podjadała do tego coś słodkiego i słuchała drugiej osoby. Jej historii.
Opowieści to jest to, co lubię, bardzo lubię słuchać ,co ludzie w rzeczywistości mają mi do opowiedzenia i tego samego chętnie szukam w książkach. A gdzieś pomiędzy opowieściami Barbary O’Neal doczytuje się człowiek niby to prawd oczywistych ale jakże często zapominanych. Czyli tego, że szczęście drugiemu człowiekowi najczęściej daje drugi człowiek. Ale również pasja, miłość nie tylko do ludzi ale do czegoś, co robimy. Jeśli nasza praca wykonywana jest z miłością, z uczuciem, wtedy możemy przenosić góry.
W opowieściach O’Neal ważne dla bohaterów są więzi. Z innymi ludźmi. Nie tylko te miłosne. Ale dla bohaterów jej książek ważna jest właśnie więź , przyjaźń, również miłość.
W historiach na kartach książek tej autorki już drugi raz spotykamy się z duchami. Bohaterowie spotykają je w mniej lub bardziej intensywny sposób. Czy sama Barbara O’Neal wierzy w możliwość takich spotkań? Prawdę mówiąc, nie wiem, ale nie stanowiło to dla mnie osobiście przeszkody podczas lektury, nie wiem, jak dla kogoś innego, być może dla większych sceptyków okazać się to problemem.
Elena Alvarez to dziewczyna, której ojciec był Meksykaninem i los sprawił, że jej dzieciństwo upłynęło w rodzinnym domu ojca właśnie, wśród licznej rodziny.
Elena jak już wspomniałam, ma za sobą traumatyczne wydarzenie sprzed dwudziestu lat, które zaważyło na całym jej życiu. Niemniej jednak być może to ono właśnie sprawiło, że pokierowała swoim dalszym życiem tak a nie inaczej.
Oto Elena, która jest kucharzem (kucharką? dziwnie to brzmi, hmmm) , otrzymuje pewnego dnia dwie informacje. Zostaje wylana z pracy, gdzie była współpracownikiem szefa kuchni a jednocześnie swego byłego partnera, ale i dostaje możliwość otrzymania nowej pracy. W innym stanie, za to pracy marzeń czyli stanowisko szefa kuchni restauracji, której właścicielem jest Julian Liswood. Reżyser i właśnie właściciel kilku modnych restauracji.
Brzmi wspaniale ale jak to bywa, w tym słoiku miodu jest łyżka dziegciu. A nawet dwie łyżki. Fakt, że restauracja, której Elena ma szefować, jest na skraju bankructwa, praktycznie kończy się jej istnienie, a drugi, jej obecny szef kuchni, Ivan. Który pomimo to, że ma pociąg do alkoholu jest jednak takim mistrzem kulinarnym, że Julian Liswood decyduje się aby pozostawić Ivana nie na stanowiska szefa kuchni ale koniecznie wśród ekipy zajmującej się kuchnią nowej restauracji jaką chce stworzyć na miejscu starej.
Elena ma to wszystko podźwignąć, jeśli chce zostać szefową tego miejsca. Ma jednak na to bardzo mało czasu bo praktycznie dwa miesiące.
Co z tego wszystkiego wyniknie, czy jej się uda, tego oczywiście dowiadujemy się podczas lektury.
Jak wspominałam podczas opisywania wrażeń z poprzedniej lektury książki Barbary O’Neal, fakt jej zaangażowania w branżę kulinarną odczuwa się podczas lektury jej książek. Ale to dobrze, bo miłośnicy tak zwanych książek z kulinariami w tle zdecydowanie nie będą zawiedzeni. W tej książce przepisy z kuchni meksykańskiej, kto wielbi, powinien być zadowolony w dwójnasób.
Po kolejnej książce tej autorki oczekiwałam treści dość relaksującej, spokojnej, takiej, która poprawi mi nastrój a nie mnie przybije. I dokładnie to otrzymałam. Do tego pewnik, że wszystko dobrze się skończy, co nie ukrywajmy, było dla mnie właśnie wyjątkowo ważne.
Tworząc zarówno postać Eleny autorka dobudowała w jej tle osoby towarzyszące jej , od Juliana począwszy przez jego nastoletnią córkę aż po przyjaciół Eleny i jej współpracowników i rodzinę. Nie zapominajmy też o psie, mieszańcu, o imieniu Alvin, który jest jej przyjacielem.
Barbara O’Neal zdaje się lubić ludzi i zwierzaki (podejrzewam, że sama ma psa lub psy bo w jej książkach są one obecne) i to się czuje w taki pozytywny sposób. Do tego pasja kulinarna samej autorki i bohaterek przez nią stworzonych, to dodaje książce niemal dosłownego „smaku”.
Autorka nie tworzy nachalnej opowiastki moralnej ale przyjemną w lekturze książkę, którą żal odkładać, której opowieść, jak już mówiłam, wciąga i sprawia, że chce się czytać i czytać i dowiadywać co się wydarzy (mając z tyłu głowy pozytywną myśl, że wszystko skończy się dobrze). W nagrodę czytelnik (znów podejrzewam, że jednak gros czytających to będą kobiety), otrzymuje oczekiwane dobre zakończenie.
Kolejna z książek, które śmiało można polecić komuś, kto poszukuje lektury optymistycznej, dobrej, takiej, która podniesie na duchu, wręcz pokrzepi.
Moja ocena to 5 / 6.
