magnolie kwitną…

…na całego, pachną pięknie. A wiem to stąd, że w oba weekendowe dni wybraliśmy się do Ogrodu Botanicznego w Powsinie. Wczoraj odebraliśmy wcześniej zamówione karnety całoroczne (czy raczej całosezonowe?). Wczorajsze lato jakie nagle się zrobiło, spowodowało, że ludzi było oczywiście bardzo dużo.
Dziś nieco mniej zważywszy, że z rana było dość pochmurno i nawet nadciągały ciemne chmury, z których zastanawiałam się czy coś nawet nie spadnie. A wyjątkowo na pogodzie nam zależało bo hurrra! nareszcie udało się nam zrealizować baaardzo zaległe spotkanie z moją przyjaciółką i jej rodziną. Sezon nie sprzyjał naszemu spotkaniu, które pierwotnie miało odbyć się w Mikołajki a potem zaczęło się chorowanie, Święta i tak ciągle coś.
K. zadzwoniła w piątek wieczorem i zaproponowała spontanicznie, żebyśmy w niedzielę, skorzystawszy z zapowiadanej ładnej pogody wreszcie się umówili, no i super, udało się nareszcie.
Naprawdę było super ich zobaczyć.

Weekend się kończy, oczywiście, szkoda.
Życzę tradycyjnie już sobie i Wam spokojnego, dobrego nowego tygodnia. 

„Niech ci się spełnią marzenia”. Barbara O’Neal.

Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2015).
Przełożyła Katarzyna Makaruk. Tytuł oryginału The all you can dream buffet.

Jak już pisałam we wcześniejszym wpisie, książka ta okazała się świetną lekturą. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej autorce, i sięgnęłam po jej książkę właściwie naprawdę w stu procentach w ciemno, kierując się jedynie poleceniami Sardegny i tym, co przeczytałam w opisach książki. Po których to wydało mi się, że to będzie „to”. To coś, co pomoże na moje ostatnie rozmaite nastroje.
Jak nazywam książki tego typu, nie jest to z pewnością literatura Noblowska i szczerze? Co z tego? Nie jest to też głupi kawałek, z którego nic nie wyniosłam. W tej warstwie własnych przemyśleń, jakichś doznań, wzruszeń, które towarzyszyły mi podczas lektury. 
Uwielbiam książki ( i filmy, ale o książce tu mowa), w których opisana jest więź kobiet, siła ich przyjaźni. Siła, która całościowo dodaje siły osobno każdej z kobiet będących w danym kobiecym kręgu.
Nie inaczej jest i tu, gdzie jak pisałam, poznają się parę lat przed rozpoczęciem akcji książki, na swoich blogach kulinarnych cztery kobiety w różnym wieku i z różnym doświadczeniem życiowym.

Mimo, że połączyło je pisanie na tematy kulinarne, okazuje się, że mają sobie do przekazania coś więcej. Mogą wzajemnie się wspierać, dzielić doświadczeniem, pomagać czy to emailowo czy też poprzez kontakt.
A jednak cała ich czwórka w jednym miejscu spotyka się dopiero na kartach tej książki, podczas imprezy urodzinowej jednej z nich, Lavender. To na farmie Lavender spotykają się ona sama, Ruby będąca w ciąży, Ginny (która wyrwała się ze swego domu i życia aby odbyć tę podróż a będzie miała najwięcej przygód po drodze na farmę), i Lavender ze swoją nastoletnią córką. 

Następuję więc niezwykłe spotkanie pełne wzajemnego kobiecego wsparcia, rad, uśmiechu i łez. Spotkania na swój sposób oczyszczającego dla niektórych z nich. Spotkania, które na pewno wniosło wiele w życie każdej z nich i pomogło podjąć jakieś ważne, życiowe decyzje czy utwierdzić się w słuszności własnych decyzji czy przekonań.

Bardzo dobra książka, w której, co ważne, wszystkim dobrze na końcu się układa, a więc wspaniale, mam to, czego oczekiwałam sięgając po książkę, dobre, pozytywne zakończenie dla wszystkich. 
Nie wiem czy jest to książka dla każdego. Raczej sądzę, że sięgną po nią głównie kobiety. I pewnie też nie każda miałaby chęć na taką opowieść.
Dla mnie ta książka okazała się idealną lekturą na ten czas, na te nastroje.
Moja ocena to 5.5 na 6.