Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2015). Ebook.
Przełożyła Nina Dzierżawska. Tytuł oryginału The One Plus One.
Napiszę tak. Ta książka ma silny marketing. Gdyby go nie miała, nie zainteresowała by mnie. Myślałam, że na reklamy jestem odporniejsza, cóż, najwyraźniej nie, skoro tak, przyznaję się, ten tytuł zainteresował mnie. Można powiedzieć, że moje niedawne i ostatnie nastroje spowodowały, że taki tytuł „złapał mnie” jak rybkę na wędkę. Pozostawało tylko owo zainteresowanie przekuć w pewnik czy chcę książkę przeczytać. Zasięgnęłam informacji i skoro takie osoby jak Maniaczytania na swoim blogu mojeprzemiany.blox.pl polecała tę książkę i Padma u siebie w tym wpisie, o, w tym 🙂 to naprawdę napiszę tak „mogłam brać w ciemno”.
Co też uczyniłam i …nie żałuję ani troszeczkę !!!
Obie dziewczyny w swoich wpisach określają tę książkę jako idealną na gorsze nastroje, Maniaczytania wręcz określa tę książkę jako książkę-pocieszyciela. I powiem Wam, że nie ma w tym żadnej egzaltowanej przesady.
Jeśli (tak, jak ja) poszukujesz czegoś pocieszającego, pokrzepiającego, ciepłego w swojej wymowie. Czegoś, co na pewno poprawi ci a nie pogorszy, nastrój, czegoś, co sprawi, że na koniec odetchniesz szczęśliwa bo tak, po licznych perypetiach doczekałaś się happy endu, to jest to książka idealna dla ciebie.
Współczesna Wielka Brytania. Czasy kryzysu. Jedni się w nim odnaleźli, jeszcze inni nawet nie zauważyli, że jest jakiś kryzys. Inni radzą sobie z trudem. Do tych ostatnich należy Jess.
Jess jest przed trzydziestką ale ma na stanie: dziesięcioletnią córkę, która jest geniuszem matematycznym, szesnastoletniego pasierba o imieniu Nicky (podrzuconego jej przez męża niemotę), przed chwilą wspomnianego męża niemotę, który wymiksował się ze związku dwa lata temu (pal sześć, że ze związku z nią ale czemu z własnymi dziećmi? na które nie płaci alimentów?), psa Normana, olbrzyma, który nie dość, że zajmuje sporo miejsca, to jeszcze głównie śpi i puszcza śmierdzące bąki. Brzmi dobrze? Dodając do tego fakt, że swoją córkę Jess urodziła jeszcze w liceum i nie skończyła nauki, nie muszę dodawać, jak jest jej trudno. Wiąże jakoś koniec z końcem tyrając na dwóch posadach i kupując w promocjach ale ile można udawać, że los kiedyś jej to wynagrodzi i i dla niej samej zaświeci słońce?
Halo, moment. Słońce chyba się ocknęło i zaświeciło. Córka Jess, Tanzie, tak, ta geniuszka matematyczna, otrzymuje niepowtarzalną i rewelacyjną ofertę nauki w prywatnej szkole. W której to jej geniusz zamiast bycia wyśmiewanym przez inne dzieciaki, zostanie nagrodzony możliwością rozwijania umiejętności i zdobywaniem innej szerokiej wiedzy. Brzmi świetnie? Tak, ale jak w każdym takim układzie niemal idealnym są niestety łyżki dziegciu.
Jess jednak na razie stara się ich nie dostrzegać a przynajmniej zepchnąć na samo dno świadomości i idąc za ciosem a również za mottem życiowym (które chyba ma wypalone na framudze drzwi własnej sypialni) „nigdy się nie poddawaj!” stara się podjąć próbę umieszczenia córki w tej szkole.
Potrzeba jest tylko dowieźć Tanzie na Olimpiadę matematyczną.
W Szkocji.
Co oznacza przejechanie całego kraju.
Dla osoby, która autem jako kierowca nie jechała bardzo dawno. Własnego nie używa (bo nie ma).
Jest też pan Nicholls. Pan Nicholls jest jednym z pracodawców Jess (Jess pracuje w firmie sprzątającej i sprząta też w jego domu). Panu Nichollsowi wiodło się wspaniale. Do czasu aż w wyniku głupoty, co tu kryć, podwinęła mu się noga. Pan Nicholls zachował się niedawno bardzo niegrzecznie w stosunku do Jess.
Zagadka za sto punktów, kto zawiezie : Jess, Tanzie, Nickiego i psa Normana puszczającego śmierdzące bąki do Szkocji aby Tanzie mogła wziąć udział w Olimpiadzie matematycznej, którą jak wszyscy podejrzewają, wygra?
Tak, dobrze zgadliście. Pan Nicholls. Ed konkretnie.
I zaczyna się „książka drogi” czyli coś, co bardzo mi się podoba (lubię też bardzo filmy drogi no ale nie o filmach tu teraz mowa).
Z powodu pewnych zdrowotnych problemów Tanzie, droga zajmie o wiele, wiele dłużej niż Ed proponując podwiezienie do Szkocji przypuszczał. Ale w krótkim czasie nikt już tego żałować nie będzie.
Będzie się działo, bo i sama podróż upłynie im ciekawie i sami uczestnicy tej oryginalnej wyprawy stanowią każdy z osobna przypadek wielce ciekawy do zgłębienia i nader oryginalny.
W tej książce będzie dokładnie tak, jak sobie życzyłam sięgając po nią skuszona jej tytułem. Będzie LEPIEJ. Będzie dobrze, zło zostanie ukarane a dobro nagrodzone. A że w życiu bywa różnie? Że nie zawsze ? Że często nie wychodzi?
To wiem wystarczająco dobrze. Ale dziwnym trafem, zamiast zgorzknialców, którzy starają się nam wybić z głowy dobre i pozytywne pomysły, zamiast złośliwców, którzy karmią nas złą energią, wolimy kogoś, kto nas przytuli, otuli szczerym uściskiem i ciepłym słowem i powie to, co w danej chwili potrzebujemy usłyszeć najbardziej, że będzie dobrze i że razem będzie lepiej.
Taka jest ta książka. Jest jak dobry przyjaciel, który w chwilach smutku przyjedzie z nie wiedzieć jak daleka aby posiedzieć z tobą, otrzeć ci łzy i potrzymać cię za rękę.
Moja ocena to 5.5 / 6.