bój się w styczniu wiosny…

…bo marzec zazdrosny. Tak stało na pierwszej karcie kalendarza, jaki mamy, jak również przypomnieli to porzekadło w radio dziś. Fakt faktem, że styczeń był łagodniutki ale żeby znowuż w marcu śnieg czy nawet mróz miał kogoś dziwić? No bez przesady, ciągle jest zima. 
Dziś od rana dziwnie za oknem, rano (wczesnym rankiem) nawet trochę napadało śniegu, który jednak szybko stopniał. Koło południa na chwilę udało przebić się słońcu a teraz od jakiegoś czasu poddało się i jest pochmurno i pada.
Mimo wszystko fajnie by było gdyby w weekend pogoda w miarę dopisała a także aby już im bliżej kalendarzowej wiosny , ta wiosna faktycznie obecna była.
No i już tuż tuż i zmieniamy godzinę? (No, może nie w ten i nie w następny weekend ale w październiku gdy zmienialiśmy czas na zimowy, ta marcowa zmiana wydawała mi się taka odległa :). 

niespodziewanie…

…udało mi się jednak wczoraj na końcówce weekendu ździebko odpocząć. Okazało się, że niektóre nerwy (jak zwykle) były trochę na wyrost a trochę trzeba przyznać chyba moje nastawienie wczoraj w pewnych sytuacjach było takie a nie inne, że sama sobie pomogłam. 


Zaczął się nowy tydzień, dla mnie szczególny bo przed kolejnymi urodzinami.
A mówiąc o tego typu okazjach to jutro (tak zawsze liczę bo Janeczek urodził się przecież 31 sierpnia a i luty nam zawsze w paradę wchodzi ) Janeczek będzie miał dwa i pół roku. Ale ten czas leci !


Z książek, zaczęłam nowego Hakana Nessera i jego „Sprawę G.”. To już niestety, ostatnia z tego cyklu książka. Ciekawe czy i kiedy coś tego autora u nas wydadzą. To jeden z moich ulubionych autorów, o czym podejrzewam, że stali czytelnicy blogu wiedzą doskonale.

Tradycyjnie już, sobie i Wam życzę dobrego, spokojnego tygodnia.