zorientowałam się…

…że poprzedni wpis popełniłam tydzień temu, co mniej więcej oddaje ogólny stan jaki nas dopadł i niedoczas, który ciśnie. 
W weekend miałam nadzieję, że trochę uda się odpocząć, średnio się udało. W niedzielę wyprawa na cmentarz, co zawsze sprawia, że mój nastrój jednak staje się gorszy. 

Popołudniu P. wziął się za porządkowanie mojego telefonu. Biesił się ostatnio (telefon, nie P. rzecz jasna) i trzeba było porządnie go posprzątać z tego czy owego i doprowadzić do stanu użyteczności, co też się stało ale też niestety jako czynność pracochłonna, pochłonęło resztki możliwego wolnego czasu. No ale było to działanie z cyklu „i tak kiedyś trzeba się za to wziąć”. Na razie wygląda na to, że praca P. na marne nie poszła, a więc tyle dobrego.

W minionym tygodniu dowiedziałam się o czyjejś śmierci ale i o czyichś narodzinach. Dawna znajoma po długim czasie została mamą, na świecie pojawiła się kolejna Rybka, mała Julia. Takie wiadomości wolę o wiele, wiele bardziej niż te pierwsze (raczej nic dziwnego ) i cieszę się, że czyjeś marzenia o rodzicielstwie zostały spełnione.

Książkowo, wciąż jestem w tej książce o Agacie Christie, po części dlatego, że chyba jest ona dość spora objętościowo, po części z innych powodów. Czyta się dobrze, to właściwie całkiem uczciwie napisana biografia autorki, w której to jej tajemnicze zniknięcie staje się przyczynkiem do skonstruowania opowieści o ciekawej kobiecie, autorce rozpoznawalnej chyba na całym (może w większości) świecie.

Tradycyjnie już życzę zarówno sobie jak i Wam dobrego, spokojnego tygodnia.