Bardzo lubię ten nasz słodko tłusty (jak w nazwie:) dzień i nigdy się nie migam od zjedzenia pączka, chociaż to jedyna słodycz, którą tak naprawdę jem właśnie tylko tego jednego, jedynego dnia roku.
Dziś wróciliśmy z Janeczkiem ze spaceru (On smacznie spał:) a na stole czekały na mnie na talerzyku…dwa pączusie:) z konfiturą z róży, czyli klasycznie, tradycyjnie, dokładnie tak, jak lubię właśnie w Tłusty Czwartek.
Chyba jednak wciąż kocha (tyle lat po Ślubie, to nie takie oczywiste:).
Zeżarłam wszystkie dwa:) I mam ochotę na więcej. Dobrze, że już więcej nie ma pod ręką bo coś czuję, że bym zjadła.
