„Sprawa Munstera”. Hakan Nesser.

Wydana w Wydawnictwie Czarna Owca. Warszawa (2014). Ebook.
Przełożyła Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska.
Tytuł oryginału Munsters fall.

Lubię książki Hakana Nessera i pomimo, że porusza zwykle tematy przygnębiające, ciężkiego aby nie powiedzieć, najcięższego kalibru, jednak po nie sięgam.
Już się zarzekałam przy poprzednim jego kryminale, że mam dosyć, że mnie przybija ale…skusiłam się na kolejny. I mimo, że temat znów okazał się mocno ciężki to jednak ją przeczytałam.

I jak zwykle, pomimo, że to kryminał, wyniosłam z tej lektury coś dla siebie. Tym razem zaskakująco trafne przemyślenia autora na temat przyjaźni, które coś tam uruchomiły we mnie samej. Tak więc znowu zaskoczenie. Niby siadłam do kryminału a myśli poszybowały w pewnej chwili w zupełnie innym kierunku.

Sprawa zaczyna się w chwili, gdy komisarz Van Veeteren deklaruje swoje odejście z policji a sprawę, którą poznajemy w książce poprowadzi tytułowy Munster.
Oto pewien ponad siedemdziesięciolatek wygrywa z trzema kumplami w podobnym wieku sporą ilość pieniędzy. I tego samego wieczoru gdy dowiaduje się o wygranej i świętuje ją wraz z kolegami, ginie. Zostaje znaleziony w swoim łóżku zasztyletowany. Ktoś chyba miał z nim mocno na pieńku sądząc po ilości ciosów nożem, które zadano starszemu mężczyźnie.

Munster będzie musiał rozwiązać zagadkę. Kto i dlaczego zabił mężczyznę. Czy owa wygrana odgrywa w tej sprawie jakąkolwiek rolę czy też jest to przypadek?
Będzie musiał zmagać się z nieciekawą prawdą, która z dnia na dzień będzie odsłaniała przed policjantem swoje brudne i mroczne oblicze. No, ale taka jest chyba praca w dochodzeniówce.

Nie odpuści też, pomimo tego, jak układać się będzie akcja i dochodzenia a co za tym idzie, książki. Nie odpuści i odkryje dużo więcej i dużo mniej niż by zamierzał.

Pomimo jak to u Nessera bywa, ciężkiej tematyki, czyta się dobrze i moja ocena to 5 / 6.