„Rublowka”. Walerij Paniuszkin.

Wydana w Agora. Warszawa (2013).

 

Nie wiem, dlaczego, ale spodziewałam się czegoś zupełnie innego, lżejszego a tu, kompletnie przyjemne zaskoczenie, książka o wiele bardziej interesująca, niż się spodziewałam. Wciągnęła mnie jak „gra”, wokół której toczy się opowieść o Rublowce. Na zasadach „gry” oparł strukturę książki opowieści Walerij Paniuszkin. To nie jest lekka opowiastka o znudzonych paniach domu, wyczekujących powrotów na Rublowkę swoich bogaczy. To opowieść o tym, jak żyć i nie dać się pokonać we współczesnej Rosji. Oparta o wyjaśnienie nam zasad przetrwania. Zasad „gry”. „Gry”, dzięki której ktoś może znaleźć się na szczycie, skąd już, co jasne, nie ma właściwie zbyt wiele opcji przemieszczenia się i należy jak najdłużej na owym szczycie się utrzymać. I nie jest jasne tak naprawdę zbyt jasne jak długo temu komuś da się na szczycie utrzymać. Bo tak naprawdę i tak mimo, że „gra” posiada zasady to tak naprawdę o tym, czy się w niej dana osoba utrzyma i jak długo, decyduje Najwyższy Gracz.

Jak wspomniałam, „Rublowka” to nie jest tylko historia osady bogaczy, to opowieść o współczesnej Rosji i tym jak się tam żyje.

Podobała mi się ta książka, bo, co nie jest żadną tajemnicą, lubię czytać o Nowej Rosji i Nowych Ruskich, a klimat tej książki idealnie pokrył się z tym, co dzieje się obecnie w Soczi, czyli z Olimpiadą. Po lekturze tej książki mam też kolejną refleksję, jednak, co by nie mówić, ale o danym kraju i tak naprawdę najlepiej pisze autochton. I myślę, że jednak dotyczy to każdego kraju i ichniejszych autochtonów. Jednak to żyjący tam wiedzą tak naprawdę najlepiej jak się tam żyje, znają najlepiej mentalność ludzi zamieszkujących ten kraj. W przypadku Rosji, jasne jest to też dlatego, że biorą oni nieustannie udział w „grze”. I najlepiej znają jednak jej zasady.

Moja ocena to 5 / 6.