Wydana w Dom Wydawniczy Rebis. Poznań (2014).
Nie lubię czytać współczesnych polskich autorów z wyjątkiem totalnych pewniaków, bo na ogół w przypadku kiedy książka nie do końca się spodoba, autor recenzji czy po prostu osoba krytykująca (tak, ja chwilowo na takie recenzje, do których siebie samą i czytelników blogu przyzwyczaiłam, niestety, nie mam zbyt wiele czasu) dowiaduje się, że jest nieznającym się na książkach ćwierćinteligentem i w ogóle najlepiej gdyby się nie wypowiadał na temat danej książki. Przejaskrawiam celowo, ale fakt faktem, kilka razy w różnych miejscach wspólne labiedzenie autorów nad czytelnikami widziałam i wiem, że tak mniej więcej często potrafi być.
No i mam zgryza, co mam pisać na temat „Greckiej mozaiki”. Może zacznę od tego, jaką dałam jej ocenę (przypominam, moją, własną, subiektywną). 4 / 6.
Czytałam ebook i nie mogłam się swobodnie doszukać ale przynajmniej dwa dość solidne błędy w treści (nie ortograficzne, a merytoryczne) gdzieś wyłapałam, ale tego bym się nie czepiała.
„Grecka mozaika” jest właściwie niezłym czytadłem i chyba tego będę się trzymać. Niezłym, bo dzieje się w popularnym dla Polaków turystów miejscu, czyli na Korfu, chociaż niestety, tak naprawdę tej tytułowej Grecji jest według mnie mało a akcja mogłaby się dziać po części w innych europejskich krajach, wszak pewne historyczne zdarzenia są całkiem podobne w wielu krajach. Jest tam i wątek miłosny i historyczny. Ale co z tego, jak mnie to nie ruszyło. I to nie tylko dlatego, że nie przepadam za wątkami miłosnymi bo nie jest tak, że dobrą książkę z takim wątkiem z góry odrzucę. Nie. Po prostu skonstruowane postaci jakoś do mnie nie przemawiały. Zbyt papierowe, zbyt czarno białe, zbyt jasne dla mnie było jak postąpią w danym momencie swojego życia.
Wątek historyczny interesujący bo poruszający temat greckich emigrantów powojennych , którzy uciekli do raju komunistycznego, jakim wówczas była Polska. Ten wątek mimo, że sam w sobie ciekawy, też do mnie do końca nie przemówił, bo jakoś trudno mi było uwierzyć, że w tamtych czasach tak nieźle żyłoby się emigrantom u nas. No, chyba, że ówczesny reżim tak hołubił tego typu postawy, że zapewniał warunki o wiele lepsze niż dla „swoich”.
Książka dzieje się i współcześnie i cofa się do akcji dziejącej się w czasie IIWŚ podczas niemieckiej okupacji Grecji. Do pewnego mężczyzny zgłasza się młoda Polka, która nie wie, czy nie jest jego córką. Zaprzyjaźniają się a mężczyzna opowiada jej splątane losy własnej rodziny.
Jak mówię, jest tam po trochu i historii i miłości i niepewności. Ale jak mówię, nie do końca mi to zagrało pomimo, że czytało się dobrze, wartko ale czegoś mi zabrakło. Może właśnie jakiejś nieprzewidywalności? Niekonsekwencji postaci, która przecież w życiu jak najbardziej pod wpływem różnych wydarzeń, ma miejsce?
No i, o czym już wspomniałam, trochę jednak samej tej Grecji jak dla mnie , mało, szkoda bo był potencjał, żeby podczas lektury nacieszyć się jakimś wakacyjnym nastrojem.
Być może jednak akurat mnie nie do końca ta książka podeszła a ktoś inny znajdzie w niej coś, co się bardziej mu spodoba i tego oczywiście , życzę.