…czas popędził tak, że zorientowałam się patrząc na kalendarz blogowy, że minął tydzień od ostatniego wpisu.
A więc świętujemy kolejny dłuższy weekend. Po październiku, który rozpieszczał nas pogodowo nastał listopad, taki już mocno listopadowy. Z deszczem. Deszczu się nie boimy ale nie lubimy (ja). Janeczkowi pewnie to obojętne bo go głównie przesypia.
Drzewa prawie już łyse (nie wszystkie).
Wczoraj miałam trudny dzień. Dziś jest zdecydowanie lepiej.
Nabyłam drogą kupna najnowszą powieść Haruki Murakamiego a więc „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”. I to w formie papierowej albowiem książki jednego z ulubionych autorów lubię mieć w takiej formie na półce. Ale dotarłam dopiero do 22 strony. I podejrzewam, że chwilowo lepiej dużo z tempem lektury nie będzie.
Miłego, spokojnego weekendu dla Was.
