„Drogie życie”. Alice Munro.

Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2013). Ebook. 
Przełożyłą Agnieszka Kuc. Tytuł oryginału Dear Life.

Obiecałam skrobnąć parę słów na temat zbioru opowiadań tegorocznej Noblistki i niniejszym czynię to.
Hmmm…No cóż. Przynajmniej na podstawie tego zbioru mogę powiedzieć, że nie są to jakieś moje klimaty. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie zamierzam nigdy już nie sięgnąć po jej prozę bo być może trafiłam na jej gorszy zbiór. A może po prostu do mnie jej opowiadania nie trafiają? Bo ja akurat do opowiadań nic nie mam (wiem, że są osoby, której tej formy literackiej nie lubią, ja odwrotnie, lubię i chętnie sięgam, przecież jeden z moich ulubionych autorów czyli Etgar Keret właśnie opowiadania pisze jedynie).

Co mi przeszkadzało? Czytając opowiadania nie umiałam kompletnie odczuwać emocji w stosunku do bohaterów. Ani ich polubić ani nie, ot, obojętność. Nie wydało mi się abym mogła w nich odczytać jakieś światy charakterystyczne szczególnie dla tej właśnie autorki i naprawdę pojęcia nie mam, dlaczego akurat ta proza zasługiwać by miała na szczególne wyróżnienie. Autorka (albo to efekt tłumaczenia? nie wiem) posługuje się dość konkretnym językiem, brak tu miejsca na zbędne słowa, tak przynajmniej ja odbierałam styl pisania. 

Nie chcę przez to powiedzieć, że w trakcie czytania miałam chęć odłożyć lekturę bo tak też nie było ale nie umiała odczuć emocji, przeżyć tego, co było zawarte w treści tych opowiadań.
Autorka po prostu chyba nie do końca trafiła w moje upodobania literackie i gust. Z małym wyjątkiem. Czterech ostatnich tekstów zbioru „Drogie życie”, które ona sama w jakiś sposób odizolowała od opowiadań. O ile się zorientowałam są one najbliższe jej biografii i chyba właśnie przez to najbardziej szczere i mnie interesujące. I właśnie za te cztery ostatnie teksty, które ujęły mnie najbardziej i spowodowały, że chyba jeszcze chciałabym coś jej autorstwa przeczytać daję ocenę 4.5 / 6.

tej nocy…

…pośpimy dłużej, kusili wczoraj i w radio i w internecie.
Tiaaa…kto pospał to pospał. My wstaliśmy po szóstej bo zgodnie z oczekiwaniami, Dziecię obudziło się o swojej starej porze a nie o tej, o której zadzwonił budzik. Co nie dziwi , wszak człowiek, co często powtarzam, nie maszyna i naprawdę, jedynie budzik wstanie kiedy się chce (a czasami i budzik się zbiesi, coś o tym wiemy).
Miłej niedzieli! 

ogólnoświatowy…

…eksperyment polegający na bezsensownej w obecnych czasach zmianie czasu na zimowy nadciąga. Znów potraktują nas jak kury nioski i przez jakiś czas będziemy (przynajmniej ja) czuli się otumanieni, przez kilka dni mogą dokuczać bóle głowy a przynajmniej jakieś dziwne poczucie rozbicia. Najmniej ucieszą się z tego dzieci a oczywiście i my, skoro dzieci budzić się będą dalej o porach, w których budzić się zwykły były. Ogólnie bryndza. Tak, tesso, naprawdę pamiętam, że to jest ta „nasza” czasowa zmiana i szczerze, to nic mnie to nie obchodzi. Jak dla mnie o wiele fajniejsza jest ta letnia i moglibyśmy na niej poprzestać. Zazdroszczę Rosjanom, że zdecydowali się zlikwidować te zmiany czasu, naprawdę niczemu to w dzisiejszych czasach nie służy bo względy ekonomiczne już kompletnie teraz nie grają roli. 
No nic, to przypominam, że w nocy zmieniamy czas na zimowy. Wstawać to i tak się wstaje w ciemnicy ale nie cierpię tego, co teraz będzie, czyli szybko nadciągający zmierzch:(
 

14 lat minęło…

…nie wiem, czemu ale tak mnie właśnie naszło na nucenie nieco zmodyfikowanego tekstu;)

Jakby ktoś chciał mnie i P. powinszować, to można bo dziś mija 14 lat od naszego Ślubu. Pogoda piękna, jak braliśmy Ślub też nie lało (nie chciałam deszczu w tym dniu i udało się) ale było zdecydowanie bardziej rześko. Chociaż słonecznie.

Niemało przeszliśmy podczas tych czternastu lat ale też były i chwile wielkich niespodzianek, z gatunku tych dobrych, miłych i wielkiego szczęścia.

Tymczasem dziś myślę z optymizmem o następnych wspólnych latach. Tym bardziej, że od dwóch lat nasze Rocznice wzbogacone o Janeczka, więc tym więcej radości!
Życzę sobie i P. aby następne lata obfitowały już w tylko te dobre chwile a jeśli nie co i rusz świetne niespodzianki to przynajmniej osławiony „święty spokój”.

polska złota jesień…

…nastała. Październik piękniejszy od września, zdecydowanie. Piękne słońce, i temperatury super. Dziś to naprawdę wiosna na całego. Wróciłam ze spaceru z Janeczkiem z pajęczyną na twarzy:) Babie lato?

Dziękuję też zbiorczo w tym wpisie za pocztówkową pamięć, czyli Dublinii za kartkę z Wybrzeża Amalfi (hmmm pięknie to wygląda), Wildrose za dwie piękne artystyczne kartki z Japonii (ależ się cieszę, że znów mogę otrzymywać kartki z Japonii) i prawdopodobnie Spacerynadsekwana za kartkę z Paryża. Jej jeszcze nie dostałam do łap ale sądzę, że to od Ciebie.

Zaczęłam czytać na czytniku „Drogie życie” tegorocznej noblistki i…jak na razie szału nie ma, niestety. Nie zachwyca mnie jakoś…zobaczymy co będzie dalej ale jestem już w połowie więc sądzę, że wiele się nie zmieni chociaż może?

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia jak również takiej pięknej pogody jak w weekend i dzisiaj na resztę tygodnia! 

Dzień Dziecka Utraconego.

Nie prosiłam, żeby mnie „władować” w obchodzącą to Święto, ten dzień, a władowana na siłę od losu się czuję. I tak, jak to już pisałam przy poprzednich dwóch tych smutnych dniach, tak naprawdę rodzic Dziecka, które zmarło, nieważne, w jakim wieku, ten dzień ma codziennie i do końca życia. Ci, których to dotyczy , doskonale wiedzą, o czym mówię. 
To taki dzień, który bardziej chyba służyć powinien tym, którzy nie przeszli tego piekła (i dobrze) a może chcą wspomóc , czy dać odczuć, że o nich myślą, tych, którzy dzieci utracili.
Ja w pamięci mam wszystkie Dzieci, które odeszły (niestety, o kilkorgu dowiedziałam się w przeciągu roku od poprzedniego piętnastego października) i ich Rodziców.
To nie tak miało być i nie ma we mnie na to zgody.
To taki dzień, w którym bardziej czuje się, co odeszło. Nie tylko Dziecko fizycznie ale całe te nadzieje i przyszłość jaką się z Nim wiązało. Bo miłość nie. Ta zostaje na zawsze tu…

Wiele osób mówi, że nie wie, co powiedzieć osieroconemu rodzicowi. Wychodzę z założenia, że czasem lepiej pomilczeć a powiedzieć to, co ja mówię innym osieroconym rodzicom czyli to, że nie mam słów, że właśnie nie wiem, co mogę powiedzieć bo ogrom niesprawiedliwości i niemoc zabiera sensowne słowa.
Ale warto przy rodzicach dzieci, które odeszły być. Nie bać się ich. My nie zarażamy złem, nieszczęściem. My jesteśmy tylko dowodem na to, że ono się przytrafia. Nie pytając czy może. 

Nagroda…

Nobla w dziedzinie literatury w tym roku została przyznana Alice Munro. Odnotowuję raczej z kronikarskiego obowiązku bowiem trochę mniej już się ekscytuję tą Nagrodą ale jednak nie wyobrażam sobie nie odnotować tego w ogóle.
Alice Munro a raczej jej opowiadań nie znam, co nie znaczy, że nie poznam. Na czytniku mam od jakiegoś czasu (była ciekawa cenowo promocja) ebook z jej opowiadaniami „Drogie życie”. Podejrzewam, że ulubiona księgarnia ebookowa teraz trochę jej książek da w promocyjnych cenach, zaraz zajrzę.

Nic w takim razie powiedzieć na temat trafności wyboru nie mogę bo zwyczajnie nie znam autorki i nie wiem, czy w swoich opowiadaniach porusza tematy, twirzy światy, które Akademia uznała za słuszne by nagradzać. Myślę jednak, że na tle innych kandydatów ten wybór jest taki, jakbym określiła , „bezpieczny”.

A Wy? Jak sądzicie? Czy Jesteście zadowoleni z wyboru? Czy uważacie werdykt Akademii za słuszny? Mieliście innych kandydatów, do których uważacie, że powinna trafić ta Nagroda? 

A tu jeszcze artykuł z gazety na temat. 

na fali…

…żalu po śmierci Pani Joanny Chmielewskiej, która była jedną z moich ulubionych autorek (ile razy uratowała mi samopoczucie, nie wymienię) polecam fajną audycję z Radiowej Jedynki, pod tym linkiem

Co prawda, o czym parę razy już tu pisałam, chyba wolałam Jej starsze książki ale właśnie one były tymi, do których wracam niejeden raz. Teraz wróciłam do jednej z najulubieńszych czyli „Bocznych dróg”. Ech…Zostaną wspomnienia, także ze spotkania jesienią 2003 roku , zorganizowanego przez nieocenione forum Jej miłośników z gazety.

No i wczorajsza wiadomość u mnie jakoś przyćmiła Nagrodę Nike, która powędrowała do Joanny Bator za Jej „Ciemno, prawie noc”, o której pisałam tu, w tym wpisie.

 

 

 

 

 

czas biegnie…

…tak szybko, że ani się obejrzałam a tu minął kolejny tydzień.

Mieliśmy trochę zamieszania w zeszłym tygodniu, ale wszystko się poukładało. 
Za to w sobotę auto zaczęło się biesić i dziś w warsztacie okazało się, że padł akumulator. Fajnie, że udało się odpalić i dotrzeć do warsztatu właśnie.
Z kolei, żeby nie było nudno, coś od wczoraj szwankuje net.

Skończyłam czytać „Statek śmierci” Yrsy Sigurdardottir. To kryminał dziejący się głównie na morzu (chociaż część akcji, która powoli przybliża nas do rozwiązania zagadki dzieje się na lądzie). Tym razem bohaterka , pani prawnik Thora, poprowadzi prywatne śledztwo. Ma ono pomóc pewnym starszym państwu, których w nagłych okolicznościach, na morzu, na luksusowym jachcie, zaginęła praktycznie prawie cała rodzina. Państwo chcieliby odzyskać odszkodowanie aby móc wychowywać swoją najmłodszą wnuczkę, która ze względu na wiek nie była na jachcie z rodzicami i siostrami bliźniaczkami. Jacht dociera do nabrzeża i niemal rozbija się o nie, co chwilę potem wyjaśnia się albowiem okazuje się, że nikogo na nim nie ma. Thora rozwiąże i tę zagadkę. Bardzo smutna książka a już zakończenie jest naprawdę bardzo, bardzo przejmujące. Ale jak zwykle podobało mi się i daję jej w prywatnej ocenie 5 / 6.

W niedzielę nagle wróciła się letnia pogoda. Ciekawe, jak będzie dalej, w każdym razie na razie październik zaczął się całkiem przyjemnie, z tym, że trochę słońca mało. No, teraz widzę, że się rozkręciło, zerka całkiem śmiało, szkoda, że kiedy przed południem wyszliśmy na spacer, nie dopisało i było całkiem zachmurzone.

Życzę Wam tradycyjnie;) miłego, spokojnego tygodnia.

 

update. Właśnie wyczytałam smutną informację, że nie żyje Joanna Chmielewska. 😦