Wydana w Wydawnictwie Świat Książki (Warszawa 2012).
Minione dni spędziłam w Mongolii a to za sprawą tej właśnie książki, subiektywnych wspomnień-reportaży autorki z jej podróży po Mongolii. Muszę przyznać, że ta książka uświadomiła mi , że Mongolia to nie jedynie stepy ciągnące się tysiącami kilometrów i pustynia Gobi ale coś więcej. Dopiero ona uświadomiła mi i to, że są tam jeziora, i rzeki i wodospad i krater wulkanu.
Autorka spędziła kilka tygodni podczas podróży w głąb kraju wraz z kilkorgiem ludzi, o których można powiedzieć jedno, to zespół, który raczej nigdy nie powinien powtarzać jakichkolwiek wspólnych eskapad nawet do kawiarni za rogiem.
Ale sama podróż i jej opis jest interesujący. Poznajemy i trochę obyczajów Mongołów i naprawdę zdaje się nam podczas lektury, że sami podróżujemy po tym wciąż nieznanym nam kraju.
Osobny rozdział autorka poświęciła opisowi atrakcji Ułan Bator jak również, co interesujące, Polakom w rozmaity sposób związanym z Mongolią właśnie, w tym z bardzo interesującą postacią pani profesor Zofii Kielan-Jaworowskiej.
Jest też rozdział z przepisami kulinarnymi czyli dla każdego znajdzie się coś miłego.
Ja miałam sporo przyjemności z tej lektury, myślę, że gdybym sama wybierała się do tamtego kraju, to sięgnęłabym po rady i pomysły, co zwiedzić, właśnie do tej książki.
Moja ocena to 5 / 6.
