Pierwsze Urodziny…

…Janeczka. Rok temu (co prawda naście godzin później bo o 22.40) przyszedł na świat nasz Syn.

Ochrzczony na sali porodowej przez naszego wspaniałego lekarza, „Chłopem jak dąb!”.

Oczywiście tamtego dnia nic się nie spodziewałam, że wieczorem Janeczek będzie już „po tej stronie brzucha”. Rano jeszcze pojechałam robić badania z krwi. 

Synku. Jesteś dowodem na to, że marzenia jednak się spełniają. Że nie może być tak, że na świecie zwycięża tylko zło i nieszczęście. Że można już nie wierzyć w nic dobrego co nas spotka a potem przywitać Nowy Rok wielkim zaskoczeniem aby prawie dziewięć miesięcy potem cieszyć się trzymając w ramionach taki Skarb.

Życzę Ci Synku aby zawsze dopisywało Ci Zdrowie i Miłość. Aby świat Cię pokochał co najmniej tak, jak my. 
I żebyś miał wokół siebie tylko życzliwych Ci ludzi.

Dziś będziesz mieć tego wstęp, kiedy odbędzie się Twoje pierwsze Urodzinowe przyjęcie, na które przybędą właśnie te kochające Cię, życzliwe Ci osoby.

Kochamy Cię Synku !

Mama i Tata.

 

dawno nie było…

…nic w tym kąciku, więc niniejszym dziękuję Nutcie za piękną zakładkę do książek z motywem z Bazyliki Świętego Izydora w Leon, w Hiszpanii a Wildrose za pocztówkę z Tokio! 
Po wyjeździe z Japonii mojego Przyjaciela niestety, nie mam w tym kraju ani jednej osoby, której by się chciało sprawić mi taką drobną radość, jak wysłanie pocztówki i oto Wildrose spełniła moją prośbę i nawet pewnie nie wie, jak mi się zrobiło przyjemnie, gdy mogłam wyjąć ze skrzynki kartkę z widokiem wieczornym z oświetlonymi nowoczesnymi biurowcami Tokio.

Dzięki Dziewczyny za pamięć i miłe gesty! 

jesień…

…niby środek lata, niby nic a przedwczorajsza pogoda przypomniała mi, że nieuchronnie zbliża się jesień. Ta w najmniej miły wydaniu czyli z zimnem i deszczem przez na przykład cały dzień.

Z dnia na dzień zniknęły jerzyki. Jaskółek też niewiele chociaż P. twierdzi, że dziś widział jaskółczą bandę.

Będąc w sobotę w Ogrodzie Botanicznym zaskoczyło nas coś a mianowicie klangor żurawi nad naszymi głowami! Czy leciały nad Wisłę czy w drugą stronę? Trudno powiedzieć. 

Pojawiły się gawrony. P. twierdzi, że sporo z nich zostaje u nas na lato i chyba tak jest ale nie wiem, gdzieś się kryją czy co? w każdym razie od dwóch dni widzę je całkiem jawnie, wręcz jeden demonstracyjnie puszył pierś przechadzając się koło mnie i wydając z siebie dźwięki mało przyjemne a kojarzące się z jesienią i zimą niestety.

Trzeba wykorzystać końcówkę lata i ładnej pogody bo jesień, tak to niestety, czuję, za progiem.

Skończyłam książkę Piotra K. Piotrowskiego „07 zgłasza się. Opowieść o serialu”. Czyta się dobrze ale jak dla mnie to książka zdecydowanie raczej dla maniaków serialu, do których się zaliczam. Wyłapałam nawet dwa błędy, jednego nie pamiętam, drugi dość razi , bowiem pani śpiewająca na estradzie w odcinku „Dlaczego pan zabił moją mamę?” w książce została nazwana prostytutką. Być może poza śpiewaniem zajmowała się i najstarszym zawodem świata niemniej jednak w serialu mowy o tym nie ma. Ale generalnie czyta się nieźle i na pewno jak mówię, dla miłośnika to fajny pomysł na prezent na przykład. Ja doczekałam aż wydali ją w formie ebooka. Moja ocena to 4.5 / 6.

Miłego, spokojnego weekendu Wam życzę.

„Dziewczyna z aniołem”. Agnieszka Krawczyk.

Wydana w Wydawnictwie SOL.  Warszawa (2012). Ebook.

Kraków ma szczęście do interesujących autorów i barwnych, ciekawych opowieści.
„Dziewczyna z aniołem” wpisuje się do tego nurtu. Niby to kryminał ale według mnie po trochu tylko a w większości opowieść o dojrzewaniu w końcu lat pięćdziesiątych w Krakowie.
Morderstwo jest i niby stanowi trzon, wokół którego dzieje się akcja a jednak nie tylko to jest atrakcją książki.

Jest to bowiem dobry kawał prozy obyczajowej, napisany ładną polszczyzną, w której to prozie każdy z nas coś odnajdzie. A to wspomnienie dawnych czasów , a to wspomnienie dawnego Krakowa jeśli akurat z tego miasta pochodzi, a to wspomnienie mąk i udręk wieku dojrzewania, kiedy to pierwsza miłość jest największa a każdy problem potrafi urosnąć do niebotycznych rozmiarów. O wszystkim opowiada nam narrator, którego poznajemy w przeszłości jako nastolatka, a obecnie wspomina on o wydarzeniach z przeszłości u schyłku życia.

Jak wspomniałam, jest to jednak kryminał i szybko dowiadujemy się, kto jest ofiarą. Oto córka prokuratora zostaje znaleziona w Święta Wielkanocne zamordowana we własnym domu. Czy jest to zbrodnia w afekcie? Czy też może mord zaplanowany z zimną krwią i wykonany jako zemsta za wcześniejsze działania prokuratora? A może to zwykłe włamanie, które zamieniło się w zbrodnię gdy okazało się, że w pustym zdawałoby się na czas Świąt mieszkaniu jest jednak nastolatka?

W historii nie brak ciekawe galerii przedstawionych przez autorkę postaci, z których każda na swój sposób ma coś ciekawego do przedstawienia, czy też wręcz skrywa sekrety z przeszłości. 

Książka bardzo wciąga, czyta się ją szybko i naprawdę lektura jest udana, polecam. 
Moja ocena to 5 / 6. 

„Wszyscy jesteśmy nomadami”. Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska.

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki (Warszawa 2012).

Minione dni spędziłam w Mongolii a to za sprawą tej właśnie książki, subiektywnych wspomnień-reportaży autorki z jej podróży po Mongolii. Muszę przyznać, że ta książka uświadomiła mi , że Mongolia to nie jedynie stepy ciągnące się tysiącami kilometrów i pustynia Gobi ale coś więcej. Dopiero ona uświadomiła mi i to, że są tam jeziora, i rzeki i wodospad i krater wulkanu. 

Autorka spędziła kilka tygodni podczas podróży w głąb kraju wraz z kilkorgiem ludzi, o których można powiedzieć jedno, to zespół, który raczej nigdy nie powinien powtarzać jakichkolwiek wspólnych eskapad nawet do kawiarni za rogiem. 

Ale sama podróż i jej opis jest interesujący. Poznajemy i trochę obyczajów Mongołów i naprawdę zdaje się nam podczas lektury, że sami podróżujemy po tym wciąż nieznanym nam kraju. 

Osobny rozdział autorka poświęciła opisowi atrakcji Ułan Bator jak również, co interesujące, Polakom w rozmaity sposób związanym z Mongolią właśnie, w tym z bardzo interesującą postacią pani profesor Zofii Kielan-Jaworowskiej. 
Jest też rozdział z przepisami kulinarnymi czyli dla każdego znajdzie się coś miłego.

Ja miałam sporo przyjemności z tej lektury, myślę, że gdybym sama wybierała się do tamtego kraju, to sięgnęłabym po rady i pomysły, co zwiedzić, właśnie do tej książki.

Moja ocena to 5 / 6. 

Ważny Dzień.

Dzisiaj po 12.00 Janeczek został Nowym Chrześcijaninem.
Bardzo denerwowałam się przed Chrztem ale wszystko poszło bardzo dobrze. Janeczek zachowywał się godnie i poważnie:) Wraz z Nim ochrzczono całkiem liczną grupę, w tym jedna dziewczynka miała odnowienie Chrztu Świętego gdyż wcześniej została ochrzczona z wody (co od razu przypomniało nam dramatycznie chwile po narodzinach Emilki i fakt, że została Ona wtedy ochrzczona z wody przez P., dobrze, że tu wszystko się udało…).
Obiad w knajpce, w której robi tego typu imprezy pół Ursynowa (jest godna polecenia i w sam raz na taką imprezę w mojej opinii) udał się znakomicie.
Janeczek dostał przepiękne prezenty , wszystkie przypominające religijny aspekt wydarzenia, co ogromnie mnie ucieszyło.
To był dla nas bardzo Ważny Dzień, tym bardziej, że i Chrzciny pierwszej Córki tak właśnie powinny wyglądać… 

podajemy…

…wodę Janeczkowi. Tym razem testujemy pewien kubeczek o zabawnym kształcie. Janeczek piję wodę ale i wydaje przy tym oryginalne odgłosy ni to oddychania ni ziajania? 
P. zasłuchuje się i mówi „Brzmi jak Lord Vader”.

Kurtyna. 

a w ogóle to…

…tradycyjnie ostatnio przegapiłam własną rocznicę pisania blogu. 30 lipca minęło dziewięć lat mojego pisania na bloxie. 
W przyszłym roku zatem dekada. Jakby nie było, na blogu jest kawał mojego życia. Z tymi dobrymi, szczęśliwymi chwilami i wydarzeniami i tymi najgorszymi.
Wolałabym abym teraz mogła już pisać tylko o tych dobrych i szczęśliwych.
Życzcie mi tego, z okazji zapomnianej Rocznicy 🙂
Częstuję wirtualnie lodami o smaku waniliowym i zdecydowanie zimnymi napojami. 

chciałabym…

…popełnić jakowyś wpis ale doprawdy mózg się mi zlasował od temperatury za oknem. Siedzę ze śpiącym Janeczkiem na balkonie ucieszona, że mamy balkon bo dziś nie wyszłabym teraz za nic na zewnątrz. Na balkonie zaś miło, bo chłodek. Termometr wskazywał jakąś godzinę temu 43 C od słonecznej strony ale wierzyć mi się nie chce, żeby tak było, pewnie też się chłopak zlasował.

Zbiorowo będzie. Co dobrego widzieliśmy i co czytałam. Zacznę od książki, a więc czytałam „Umierającego detektywa”, Leif GW Perssona. Sama książka treścią w porządku (aczkolwiek niestety, nabyłam ją dawno z czyjegoś polecenia i niestety, ten ktoś nie poinformował mnie co będzie śledzone, a okazało się, że sprawa dotyczyła potwornej zbrodni na dziecku, więc niestety, to nie książka, którą miałabym ochotę czytać w przyszłości). Za to nie grało mi tłumaczenie, zdecydowanie nie. Powiedzmy, że wszystko to sprawia, że oceniam ją na jakąś 4.5 na 6. 

Widzieliśmy dwa filmy, każdy z zupełnie innej bajki. Pierwszy to film, na który czekałam długo, kupiłam dawno (chwilę po narodzinach Janeczka) i na który czas znalazł się dopiero teraz ale…niestety, to jednak jeden z tych filmów, które zdecydowanie tracą oglądane w domu, powinny być bowiem smakowane na wielkim ekranie. Mowa tu o filmie „Młyn i Krzyż”, w reżyserii Lecha Majewskiego opowiadającym o malarstwie Pietera Bruegel’ starszego ze szczególnym skupieniu się na jego „Drodze krzyżowej”. Nie wiem Czaro, czy jeszcze czytujesz mój blog, ale jeśli nie widziałaś tego filmu, to jest to jeden z tych, które obejrzeć powinnaś.  Jestem dziwnie pewna, że spodobałby Ci się. Jest specyficzny, to właściwie filmowy eksperyment, w którym widzimy ożywione postaci , które potem widzimy na płótnach Bruegel’a. Widzimy więc współczesnych malarzowi mieszkańców wsi,która tak intrygowała malarza, a którzy staną się potem modelami zaklętymi w obrazach.

Jako, że jest to jeden z moich ulubionych malarzy, przed płótnami którego zawsze spędzam wiele, wiele czasu odwiedzając europejskie muzea, film mnie zaciekawił ogromnie. Jednak sam w sobie oprócz wrażenia stricte wizualnego na mnie bardzo nie zrobił. Owszem, pomysł był ciekawy, jednak mam wrażenie, że na tym się skończyło. I też jest to jeden z powodów, dla których powinno się go oglądać raczej w kinie aby raczyć się możliwościami obrazu i tego pomysłu właśnie. Za pomysł jednak i niesamowite obrazy daję mu w prywatnej ocenie 4.5 na 6.

Obejrzeliśmy też film, który zapewne moi czytelnicy dawno już widzieli a mianowicie „Jak zostać królem” (dlaczego u nas zawsze musi być jakieś dziwne tłumaczenie tytułu, który oryginalnie był w porządku?). Tu świetna rola jednego z moich ulubionych aktorów, jakim jest Colin Firth. Nie będę streszczać, podejrzewam, że jednak większość z Was wie, czego dotyczył film. Jest to przyjemna opowieść o tym, że potrafimy dać sobie radę z największymi naszymi słabościami pod warunkiem, że wokół siebie znajdziemy osoby, które nas wspierać będą i pomogą nam w tych również gorszych momentach. Świetna rola Firtha. Moja ocena filmu to 5 na 6. 

Mam nadzieję, że dobrze znosicie upały. Pozdrawiam i wybywam napić się wody mineralnej…bo czuję, że wysycham jak kaktus…

„14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji”. Igor T. Miecik.

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2012).

I znowu Rosja. Tym razem skusiłam się na reportaże autora publikowane już wcześniej w „Polityce”. Niemniej jednak tam ich nie czytałam. 

Po lekturze tych reportaży stwierdzam jedno. Niewiele, naprawdę mało, czytałam o tym kraju rzeczy optymistycznych. Może to na zasadzie, wielki kraj, skomplikowana, niełatwa historia (a gdzież jest łatwa?) , przedziwna geografia (mieszkańcy Moskwy i mieszkańcy podbiegunowego Murmańska to wciąż obywatele Rosji) i co za tym wszystkim idzie, dużo problemów. 

Reportaże Miecika nie zawiodły mnie. Są takie, jakie lubię czyli konkretne, na temat, poruszające sprawy ciekawe i być może dla mnie często wręcz niezrozumiałe. Dobór tematyki też niełatwy. Czyli w jednej książce i opowieść o rodzinach marynarzy z okrętu podwodnego Kursk, i o tych, którzy pozostali po ataku na szkołę podstawową w Biesłanie. I o ataku na Teatr Dubrowka. 
Kolejny reportażysta, który zdaje się nie oceniać. On po prostu opisuje. Tak sobie czasem myślę, że chyba nikt rozsądny nie jest w stanie zebrać sensownych myśli na temat tego bardzo dziwnego kraju, jakim jest Rosja. Nikt tak naprawdę do końca nie jest w stanie ogarnąć tego mocarstwa. W którym jest takie nieposzanowanie ludzkiego życia i w którym człowiek często tak zależny jest od drugiego człowieka, który tę pomoc potrafi mu okazać. Kraj kontrastów, kraj wielkiego bogactwa i wielkiej biedy, kraj, w którym polityka miesza w życie codziennego człowieka. W którym politycy, zapewne jak na całym świecie, doskonale są w stanie wykorzystać tak zwane punkty zapalne, trudne, aby przeforsować rzeczy korzystne dla siebie. 

Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść „post Kurska” jak ją nazywam. Przepełniona brakiem nadziei, pesymizmem, smutkiem. Po tym rozdziale musiałam zrobić sobie przerwę, odetchnąć, pomimo, że autor nie epatuje koszmarami, nie nastawia się na efekt nastawionymi opisami itd. Wystarczy sama prawda, i to, co działo się po samej katastrofie. Jak traktowano bliskich osób, które na Kursku zginęły. 

Ciekawy też jest rozdział opowiadający o wyborach Miss Gułagu i tytułowe, pierwsze opowiadanie, w którym podróżujemy tydzień koleją transsyberyjską. 

Tak naprawdę to każdy reportaż stanowił coś interesującego, z każdego z nich wyłaniał się jakiś obraz Rosji i ludzi ją zamieszkujących. Obraz? Obrazy, które to wszystkie stanowiły coś jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie. Rosja to taki kalejdoskop. Potrząśniesz, wychodzi różowo złoty obrazem, potrząśniesz i oko pada na czerń i brąz. 
Podejrzewam, że wiele zależy jednak i od tego, kto patrzy i od tego, jak bardzo się przygląda i ma cierpliwość zmieniać układ szkiełek.

Z dwunastu reportaży w tym zbiorze wrażenie zrobiło na mnie jeszcze to o armii. Szczególnie w kontekście pozostawienia ludzi z powojennymi traumami samym sobie.

Ogólnie obraz Rosji z tych opowiadań wyłania się niewesoły. Raczej pesymistyczny. Co ciekawe, wcale nie mam wrażenia, że to był celowy zabieg autora. Ale tego oczywiście pewna być nie mogę. Pomimo to czyta się dobrze, chociaż, jak wspomniałam, są potrzeby przerwania lektury, zdystansowania się do tego, o czym się czyta.

Moja ocena to 5 / 6.