Wydana w Wydawnictwie W.A.B, Warszawa (2013). Ebook.
Kolejny raz Zygmunt Miłoszewski mnie zaskoczył. Zaskoczył w sposób pozytywny, od razu dodam. Po jego horrorze „Domofon” i dwóch klasycznych kryminałach z inspektorem Szackim Miłoszewski popełnia klasyczną sensację. I to jaką! Dobrą. Dokładnie taką, jaką się chce przeczytać w letni czas, kiedy nie ma się ochoty na zbytnie filozofowanie a na rozrywkę z wyższej półki. I taką właśnie rozrywkę otrzymałam. Szkoda tylko, że jest tam trochę za dużo jak na mój gust publicystyki ale do tego w ostatnich książkach autor nas przyzwyczaja (ja się jakoś przyzwyczaić nie chcę bo trochę mi to przeszkadza, zwłaszcza, że szczerze mówiąc, kompletnie nic nie wnosi to do samej akcji książki).
Ale wracając do tematu. Jak wspomniałam, tym razem Miłoszewski stworzył bardzo dobrą sensację. Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, biegnie wartko, nie da się odczuć, że „przystajemy” chociaż na chwilę a wręcz przeciwnie, że bierzemy udział w wydarzeniach wraz z bohaterami powieści.
Akcja książki rozgrywa się w przeszłości i obecnie. Przeszłości jest niewiele i na samym początku książki, natomiast wpływa ona oczywiście na akcję książki dziejącą się współcześnie.
Mamy do czynienia z wielką historią i wielką Sztuką. Przez duże „S”. Mamy do czynienia z czwórką osób, niesamowicie ciekawie dobranym zespołem awanturników, mających za zadanie odzyskanie obrazu, który zaginął po IIWŚ i który to obraz nadając tytuł książce, jest właśnie bezcenny.
W swojej książce autorowi udało się jak w smacznej potrawie , doprawić treść rozmaitymi przyprawami i tak oto mamy tu i intrygującą wartką akcję książki sensacyjnej dziejącej się nie tylko w Polsce ale i na różnych kontynentach, jak i coś z romansu . Przebija poczucie humoru autora i jego zamiłowanie do horroru, śmiałam się naprawdę głośno w „horrorowatych dialogach dwójki bohaterów w Chorwacji, ci, którzy czytali będą wiedzieć, co mam na myśli.
Jak mówię, mnie osobiście męczyła publicystyka, w tej książce według mnie oczywiście (przypominam, że opinie zawarte na tym blogu są zawsze subiektywne) kompletnie niepotrzebne.
Ciekawy pomysł na historię alternatywną. Muszę przyznać, że dał mi ten pomysł do myślenia.
Jak również intrygujący jest sam poruszony przez Miłoszewskiego temat. Zaginionych dzieł sztuki. Za ten temat brało się już kilku naszych autorów, poruszało je, jak chociażby Nienacki czy Chmielewska ale dopiero Miłoszewski według mnie ujął ten problem w tak szerokim spektrum i spowodował, że mocno zaczęłam nad tym tematem myśleć.
Marga powinna być przeszczęśliwa podczas lektury gdyż niechęć do naszego największego (podobno;) sojusznika aż z książki bucha:)
Ogólnie bardzo zadowolona jestem z samej sensacji i tematu poruszonego w niej (zaginionych po IIWŚ dzieł sztuki z polskich zbiorów). Publicystyka mnie znużyła i dlatego moja całościowa ocena tej książki to 5 / 6.
