„Rzeźniczka z Małej Birmy”. Hakan Nesser.

Wydana w Wydawnictwie Czarna Owca. Warszawa (2013) Ebook.

Przełożył Maciej Muszalski. 

Tytuł oryginalny Styckerskan fran Lilla Burma.

Kolejna książka Hakana Nessera, którą przeczytałam, kolejny kryminał być może powinnam napisać ale zawsze to podkreślam, że książki autorstwa jednego z moich ulubionych autorów szwedzkich są książkami psychologicznymi, obyczajowymi, w których wątek kryminalny co prawda jest ważny ale często zdaje się być niekoniecznie pierwszoplanowy. I tak, jak często pisałam, że autor tworzy postaci tragiczne, których nie sposób pomimo ich tragicznego życia polubić (przynajmniej ja miałam zawsze takie odczucia) tak w tej książce, ostatniej z cyklu o inspektorze Gunnarze Barberotti zdecydowanie to się zmienia. Poprzedniej książki z Barberottim w roli dochodzącego sprawiedliwości nie czytałam, z przyczyn osobistych, podobno była świetna. Trudno, ja ją zaczęłam i nie byłam w stanie czytać dalej, ci, którzy ją przeczytali, mogli się domyślić , dlaczego, zresztą, nieważne. Ważne, że ostatnia część opowieści okazała się bardzo dobra i wciągająca pomimo bardzo , bardzo trudnej tematyki, która rozgrywa się na kilku płaszczyznach książki. Bo i jest rozbudowany wątek żałoby owdowiałego nagle, nienagle (nie popełniam spoileru, dowiadujemy się o tym fakcie na samym początku książki) Barbarottiego, któremu przyszło zmierzyć się samemu z rzeczywistością i opieką nad piątką dzieci. Jest też wątek przemocy rodzinnej. Jest też oczywiście wątek kryminalny a nawet dwa wątki.
Jest też wątek powrotu do przeszłości w kilku najrozmaitszych wymiarach różnych ludzi.

Zaczyna się w chwili, gdy Gunnar otrzymuje od swojego mającego niebawem odejść na emeryturę przełożonego , sprawę zaginięcia pewnego mężczyzny. Sprawę niewyjaśnioną, sprzed pięciu lat. Sprawa ta poniekąd może łączyć się z inną a mianowicie, mężczyzna, który zaginął lat temu pięć, przed śmiercią mieszkał z kobietą, która z kolei naście lat temu została skazana za zamordowanie i poćwiartowanie swego męża, stąd nadano jej mało subtelne przezwisko „Rzeźniczka z Małej Birmy”. Obie sprawy, jak już napisałam, zdają się mieć jakiś punkt styczny, oczywiście główną bohaterkę, która zamieszana jest w nie obie ale czy coś jeszcze?

Początkowo Gunnar myśli, że sprawę tę otrzymał tylko i wyłącznie jako „zapchajdziurę” dla owdowiałego człowieka, któremu świat runął z dnia na dzień i który nie jest w stanie chwilowo stanąć na nogi. Dopiero pod sam koniec śledztwa dowie się jak bardzo się mylił. Ale będzie to już po tym, jak sprawa go wciągnie, jak okaże się, że sam ciekawy jest co się stało, zarówno te naście lat temu jak i pięć lat temu. I kim tak naprawdę jest „Rzeźniczka z Małej Birmy”.

Ta część opowieści o Barberottim jest chyba najbardziej przejmująca z psychologicznego punktu widzenia. A może to ja ją tak odebrałam ze względu na bardzo prawdziwie opisany etap żałoby. Żałoby, którą trzeba przejść. Która jest w jakiś sposób psychologicznie potrzebna. 
Jest też przejmująca ze względu na główną bohaterkę, Ellen Bjarnebo, jej życie, jej losy i to, czego się o niej na samym końcu dowiadujemy.
Tragiczny jest więc przeżywający swój dramat inspektor, ale i tragiczna jest sama Ellen, która po morderstwie męża praktycznie utraciła możliwość spotykania własnego syna. 

Nie wiem, czy Szwecja ma tak wielki problem z przemocą wobec kobiet, bo zauważmy, że naprawdę ten temat wraca w kryminałach z tamtego kraju jak bumerang. Ale być może i niestety, to problem nie większy niż w Polsce chociażby. I dobrze, że autorzy kryminałów piszą o tym i napiętnują zjawisko.

Ciekawa to książka. Bo i kryminał i psychologiczna i obyczajowa. Wszystkiego po trochu i dobrze wyważona. Dużo opisu ludzkich zmagań z losem, z życiem, z dawaniem sobie bądź nie rady w ekstremalnych pod różnym kątem, sytuacji. 
Pokrzepiające stwierdzenie, że w takich chwilach najbardziej może pomóc drugiemu człowiekowi nikt inny jak właśnie drugi człowiek.
No i nareszcie Gunnar Barberotti chyba ostatecznie „dogaduje się” z Bogiem. To tez krzepi.

Ja z tej książki wyniosłam dla siebie coś co potraktuję jako radę w mojej własnej żałobie, ale pozwólcie, że nie będę się tym z Wami dzielić, pozostanie to moją prywatną sprawą. 

Moja ocena tej książki to 5.5 / 6.