Wydana w wydawnictwie Iskry. Warszawa (2013). Ebook.
„Brzechwa nie dla dzieci” to druga biografia autorstwa Mariusza Urbanka po jego biografii Władysława Broniewskiego, o której pisałam w tym wpisie. I po tej przeczytanej teraz stwierdzam jedno, autor staje się jednym z moich ulubionych autorów biografii. Dlaczego? Bo według mnie oczywiście, pisze w sposób wyważony. Nie epatuje tanią sensacją opisując życie osób znanych. Jednocześnie nie ukrywa tego czy innego faktu z życia osób, których życie i twórczość analizuje. Jednym słowem, nie tworzy paszkwilu ani też hagiografii. Traktuje postaci przez siebie opisywane w sposób obiektywny, nie daje nam odczuć własnych opinii na temat wydarzenia czy wyboru życiowego osoby, którą się zajmuje. Dla mnie to wielki plus. Chętnie poczytam jeszcze inne biografie autorstwa pana Urbanka. Czekam na więcej!
Na biografię Jana Brzechwy czekałam od kiedy usłyszałam w radiowej Jedynce podczas Targów Książki, że takowa się ukazała. Potem czekałam na wydanie ebook. Doczekałam się wraz ze świetną promocją na Publio. Cena była banalna. Jednak po lekturze mogę powiedzieć jedno, i większą cenę zapłaciłabym za tak ciekawą biografię.
Wiem wiem, możemy zarzucić autorowi, że bierze się za życie osób oryginalnych, niesztampowych, których życie praktycznie było gotowym materiałem na książkę czy scenariusz filmowy. Oczywiście, niemniej jednak trudno mu się dziwić. A ja mam okazję poznać autorów poetów , pisarzy od zupełnie innej bo również prywatnej strony.
Przyznaję, że nie wiedziałam, że Jan Brzechwa posiadał wykształcenie prawnicze i zaczynał jako świetny prawnik zajmujący się i biorący udział w tworzeniu prawa autorskiego, prawa własności szeroko pojętego. Było więc kilku Brzechwów, poeta, prawnik, autor, mąż, ojciec, przyjaciel.
Do końca życia nosił w sobie niesprawiedliwie poczucie bycia gorszym jakoby dlatego, że znany był głównie ze swoich wierszy i opowiastek dla dzieci. Niesprawiedliwie dlatego, że faktycznie trzeba powiedzieć jedno, wiersze dla dzieci Brzechwy zachwycają do dnia dzisiejszego, nie zestarzały się ani trochę. A za jego czasów, o dziwo, były krytykowane! Ponoć dla dzieci miały być za trudne i za mało wychowawcze, niektóre wręcz gorszące. Ten ówczesny odbiór jego wierszy dla mnie stanowi interesujące studium ówczesnego wychowania dzieci, ogólnie podejścia do nich. A pomimo tego, że krytyka potrafiła mocno psioczyć na jego wiersze dla dzieci, pozostają one w moim mniemaniu świetne głównie dlatego, że pisane są na poważnie, bez traktowania odbiorców z góry czy moralizatorsko. Owszem, wiersze dla dzieci nie dość, że powstały późno, bo gdy Brzechwa zbliżał się do czterdziestki, i początkowo adresowane były praktycznie do dorosłych, ale przecież te późniejsze już były kierowane właśnie do dzieci.
Urbanek jak już mówię, obiektywnie i w wyważony sposób ujmuje w swojej biografii życie Jana Brzechwy. Opisuje i jego dzieciństwo na terenie Kresów Wschodnich, czasy Pierwszej Wojny Światowej, potem studia i działalność jako zarówno prawnika zajmującego się prawem autorskim, jak również autora tekstów kabaretowych do świecących triumfy przedwojennych kabaretów. Opisuje trudny i porażki Brzechwy jako początkującego poety wciąż porównywanego do słynnego kuzyna, Bolesława Leśmiana. Opisuje też jego podboje miłosne, kilka małżeństw, w tym pierwsze, wz którego narodziła się córka, Krystyna Brzechwa. Jest też opis życia za niemieckiej okupacji i wielka, początkowo niespełniona do końca miłość Brzechwy, która to dosłownie zamąciła mu i oczy i rozum i pozwoliła niemal nie zauważyć okupacji. Opisuje też życie po wojnie, jego rozliczne funkcje, które zajmował w życiu powojennym literackim ogólnie to ujmę, i to, jaką postawę przyjął wtedy po IIWŚ właśnie. Ogólnie mówiąc, nie walczył z ustrojem, nie buntował się, zresztą, jak mówili wszyscy, nie był po prostu typem opozycjonisty. Popełnił rozmaite utwory pochwalające nowy ustrój i wychwalający ówczesnych dygnitarzy. Wszystko to jednak jak pisałam, Urbankowi udaje się opisać w sposób wyważony bez chęci wywołania taniej sensacji czy nagonki na autora. Jest to dla mnie ogromnie wartościowa cecha, sama nie wiem, czy udałoby mi się zachować tak daleko idący obiektywizm. Tym wielki podziw dla autora biografii.
Oczywiście pod koniec książki zaszkliły się moje oczy (cóż, jestem wrażliwcem i to się raczej nie zmieni, już kilka razy o tym pisałam) gdy czytałam o końcówce życia Jana Brzechwy, który zdawał sobie sprawę z tego, że mimo, że udało się wywinąć śmierci , tym razem już czeka ona cierpliwie na progu jego domu, tym razem nie dając się zbyć.
Szczególnie przejmujące są jego wiersze na niemal chwilę przed śmiercią, kiedy to zdawał sobie sprawę z tego, że powoli gaśnie.
Urbanek poświęcił też osobny rozdział opisaniu walki, jaka miała miejsce po kolejnej zmianie ustroju w Polsce, gdy nagle zaczęły się czystki i chęć pozbycia się z nazw ulic czy szkół autorów takich jak Broniewski czy Brzechwa właśnie. O dziwo, nie wiedziałam, że jedna z takich walk miała miejsce na warszawskim Ursynowie, gdzie jedna ze szkół podstawowych chciała mieć Jana Brzechwę za patrona, zresztą, wola dzieci, które tego patrona zaproponowały, wygrała, Brzechwa patronem szkoły został. Przy okazji Urbanek opisuje los swojego prześmiewczego felietonu, który po napisaniu…zaczął żyć własnym życiem i jakby wymknął się spod kontroli i którego życie (felietonu) trwa w internecie do dziś dnia na swój sposób. Przy okazji, po raz kolejny okazuje się, że czytanie ze zrozumieniem nie jest dane wszystkim, niestety…
Podobnie jak to miało miejsce w biografii Broniewskiego, na koniec mamy wywiad z córką autora. Córką, której relacje z ojcem poetą, były co najmniej skomplikowane.
Podejrzewam, że nie każdemu taka biografia może się spodobać. Muszę powiedzieć, że ze zdumieniem zauważyłam dość niskie oceny na biblionetce. Cóż, zapewne to kwestia indywidualna. Dla mnie ta biografia napisana jest idealnie. Jak oczekiwałam, czyli podkreślam po raz kolejny, w sposób wyważony, obiektywny, spokojny, bez rzucania się jak sęp na padlinę na słabości Brzechwy jako człowieka (a któż z nas nie ma słabości?).
Przy tym wszystkim cieszę się, że poznałam Jana Brzechwę od zupełnie innej strony. Bo do tej, tak,przyznaję się, znałam Go głównie (chociaż nie tylko bo w domu rodzinnym posiadałam też inne niż te dla dzieci, wiersze poety) jako autora wierszy dla dzieci.
Moja ocena tej książki to 5.5 / 6.
