Wydana w Wydawnictwie Mamania. Warszawa (2013).
Przełożyła Jowita Maksymowicz-Hamann.
Tytuł oryginału Mi nino no me come.
Książka, która mnie uspokoiła.
Odkąd rozszerzamy dietę mamy różne doświadczenia. Nie ukrywam, jak na razie Janeczek nie podzielił dziecięcego apetytu Taty a raczej niejadkowość Mamy. Efektem były jak dotąd nerwy. Mamy, oczywiście. Nerwy wynikające nie z tego, że dziecko chudnie, bo nie chudnie czy widać jakieś zaburzenia rozwojowe, bo ich nie ma ale niestety, nerwy, które wynikały głównie z beznadziejnych tekstów pediatrów.
Carlos Gonzalez to lekarz, który brzmi świetnie. Dlaczego? A dlatego bo jest nie tylko pediatrą ale i szkoleniowcem w zakresie karmienia piersią. A właśnie opinii kogoś takiego szukałam. Pomocy wśród pediatrów, do których trafiłam, nie uzyskałam, prócz jednej. A przynajmniej jeśli nie pomoc, to ta pani doktor nie straszyła mnie bez sensu.
Nie ukrywam, że do sięgnięcia po książkę i zdecydowanie się na lekturę, sprowokowała mnie sytuacja, którą widziałam w pensjonacie podczas wakacji. Sytuacji wymuszania na dzieciach jedzenia widziałam niestety, całe masy. Ale rekord pobiła jakaś babcia chłopca, która wpychając mu kolejne łyżki do ust , z zaciętymi ustami cedziła „Jedz, twojego tatusia nauczyłam jeść to i ciebie nauczę”.
To było tak straszne, że powiedziałam sobie „HALO! Chiara, nie chcesz tak się zachowywać? A ponieważ ze strony pediatrów, do których chodzisz nie masz praktycznie wsparcia w tej dziedzinie, potrzebujesz rady kogoś, kto naprawdę wie, o czym mówi.”
A Carlos Gonzalez wie, bo i on miał dzieci, które na jakimś etapie życia nie rzucały się na jedzenie jak sęp na padlinę.
W swojej książce (to już kolejne jej wydanie ale mam wrażenie, że polskie pierwsze) doktor oczywiście traktuje problem dotykający dzieci zdrowych w sensie bez żadnych chorób obciążających itd. Nie lekceważy problemu i sam mówi, że dziecko, które chudnie, powinno znaleźć się u lekarza. Jednak skupia się głównie na problemach z niejedzeniem, które dotykają rodziców dzieci, które rozwijają się prawidłowo i są zdrowe a które po prostu mniej jedzą lub ich rodzicom wydaje się, że nie jedzą. Sama jestem tego przykładem. Moja Mama rwała włosy nade mną, ja nie chciałam za wiele jeść , a rosłam, zdrowa i zadowolona.
Co jeszcze? Ano, że pan Gonzalez jest wielkim zwolennikiem i propagatorem karmienia piersią, dlatego nie jestem pewna, czy odnaleźli by się w stu procentach w lekturze tejże zwolennicy mieszanek.
Ja, jako,że też jestem wielką zwolenniczką i propagatorką karmienia piersią, zdecydowanie się w tym nurcie odnalazłam.
Doktor Gonzalez ma niesamowite poczucie humoru. Widać to w całej książce ale apogeum tegoż następuje w specjalnie popełnionym na końcu opowiadaniu-epilogu.
Sam wytyka błędy lekarzom ale umie przyznać się do swoich i wspomina o zmianach w podejściu do diety dzieci. Jest zresztą interesujący rozdział poświęcony dietetycznym zaleceniom żywieniowym dzieci na przestrzeni ubiegłego wieku.
Parę słów dla siebie znajdą tam też zwolennicy wegetarianizmu.
Jeśli Twoje dziecko nie je a Ty czujesz, że zaczynasz nie ogarniać tematu i zaczynasz snuć teorie, że szpitale psychiatryczne z pewnością mają oddziały specjalnie dla matek dzieci nie jedzących – ta książka jest dla Ciebie.
Rzeczowe, konkretne rady doktora Gonzaleza, z których najważniejsza jest ta aby NIGDY nie zmuszać dziecka do jedzenia, pomogą Ci i uspokoją. Takie przynajmniej mam wrażenie bo tak stało się ze mną.
Bardzo polecam.
Moja ocena to 6 / 6.
