„Księga Rodzicielstwa Bliskości. Przewodnik po opiece i pielęgnacji dziecka od chwili narodzin”. William Sears, Martha Sears.

Wydana w Wydawnictwie Mamania. Warszawa (2013).

Tłumaczenie: Matylda Szewczyk, Grażyna Chamielec

Tytuł oryginału The Attachment Parenting Book: A Commonsense Guide to Understanding and Nurturing Your Baby

I oto jest! Na naszym rynku ukazała się „Biblia” dla rodziców chcących wdrożyć w swoje rodzicielstwo tak zwane „Rodzicielstwo Bliskości”. Owo pojęcie zresztą, „Attachment Parenting” zostało właśnie przez małżeństwo Williama i Marthę Searsów „ukute”. I funkcjonuje jak najbardziej dobrze cały czas.

Od razu mówię, to lektura na konkretny rozdział w życiu człowieka i to dodatkowo człowieka zainteresowanego tym konkretnym tematem. Nie sądzę aby znalazł tu coś dla siebie miłośnik pani Hogg aczkolwiek kto wie, może? Ja o czym parę razy pisałam, z panią Hogg nie mam „po drodze”, za to jak najbardziej zainteresowana byłam księgą. Co tu dużo kryć, to lektura dla rodziców i to w dodatku nastawionych na owo właśnie rodzicielstwo bliskości.
Czego się obawiałam sięgając po tę książkę? (Oprócz tego, że nie skończę jej zanim Janeczek stanie się pełnoletni bo papierowe książki od dawna przeze mnie nie są czytane i ta była pierwszą od września , którą udało mi się przeczytać;). Że może będzie bardzo „radykalna” , że po jej przeczytaniu będę przekonana, że rodzicielstwo bliskości jednak nie jest dla każdego itd. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, Searsowie, a szczególnie On, który jak rozumiem przyjął rolę narratora w tej książce, wydają się być bardzo fajnymi, ciepłymi ludźmi. NIE narzucającymi innym swoich przekonań. To, że oni w nie wierzą i wiedzą, że to czy tamto NAPRAWDĘ jest najlepsze dla dziecka, nie powoduje, że dyskryminują osoby o innych przekonaniach i poglądach. Rzadka, doprawdy cecha, szczególnie mało obecna w „kulturze” internetowych dyskusji na tematy rodzicielstwa szeroko pojęte. 

Searsowie obalają w swojej książce wiele krążących wciąż wśród rodziców mitów takich jak to, czy jest wiek odpowiedni na karmienie piersią lub czy wypada spać w  jednym łóżku z dzieckiem (oczywiście bez żadnego erotycznego podtekstu) albo też jeden z najsilniej zakorzenionych czyli ten o tym, jakoby niemowlak usiłował za pomocą płaczu wywierać na rodzicach presję.

W „Księdze Rodzicielstwa Bliskości” Sears pisze więc i o dobroczynnej potędze karmienia piersią, i o tworzeniu z własnym dzieckiem więzi. O tym, jak ważny jest kontakt z nim i jak warto jest nosić dziecko. Pisze też o tym, jak niezmiernie ważne jest nie lekceważyć płaczu własnego dziecka jak również o tym, jak pomóc sobie samym w rodzicielstwie i jak ważne jest nie tylko dobre samopoczucie dziecka ale i rodziców, szczególnie mamy, na której na początku przynajmniej, spoczywa najwięcej jednak rodzicielskich obowiązków. 

Wyjaśnia też narosłe wokół pojęcia rodzicielstwa bliskości nieporozumienia. Ostrzega przed tak zwanymi, jak to Sears określa, „trenerami dzieci”. Osobny rozdział poświęca też zarówno ojcom, jak i co ujęło mnie bardzo, rodzicielstwu bliskości w sytuacjach niezwyczajnych jak chociażby posiadaniu dziecka niepełnosprawnego (jeden z Synów państwa Sears ma zespół Downa).

Wspomniałam już, że Sears nie sprawia wrażenia osoby narzucającej swoich przekonań. Ba, ja sama z księgi wyniosłam wiele cennych rad dla siebie jak również przekonanie, że jeśli czegoś nie stosuję (na przykład niestety, z różnych przyczyn nie byłam w stanie nosić dziecka w chuście) , to automatycznie nie jestem gorszą mamą. Myślę, że kluczem do sukcesu według Searsów jest po prostu starać się robić jak najwięcej tego, co najlepsze dla dziecka ale nie stawiać się w pozycji „męczennika czy męczennicy rodzica”. Dać sobie możliwość wyboru tego, co chcemy stosować i czynić to z radością. Na pewno jednak nie każdy znajdzie tam dla siebie to, czego oczekiwał, na pewno nie osoba otwarta na rodzicielstwo bliskości.

Ja jestem „Księgą…”  zachwycona. Przy okazji, pochwalę samo wydawnictwo, czyli Wydawnictwo Mamania,  jako, że to od nich mam obecnie najwięcej książek dotyczących rodzicielstwa i wychowywania i uważam, że na naszym wydawniczym rynku stanowią naprawdę miłą wyspę z lekturami dla rodziców, którzy chcą się podkształcić czy zgłębić bardziej znany już temat. Którzy chcą być dobrymi, mądrymi przy tym rodzicami. A przede wszystkim chcą aby ich dziecko było dzieckiem szczęśliwym, mającym szczęśliwych rodziców.

O jednym tylko marzę, jako, że jest mi wygodnie, po prostu, czytać ebooki, marzę aby więcej tego typu książek zostało wydanych właśnie w tej formie.

Moja ocena książki 6 / 6.