nie chodziłam…

…do szkoły rodzenia. No, tak się poukładało, nie odczuwałam potrzeby. Ale podobno są tam ćwiczenia mające przygotować przyszłych rodziców do takich czynności pielęgnacyjnych jak chociażby kąpiel. Dostaje się nieruchome lalki i się je myje, ubiera itd. Podobno.
Dziś przyszła mi do głowy myśl, że może powinni wprowadzić jeszcze inny , wyższy poziom nauczania, jak okiełznanie miotającego się po całym przewijaku żywiołowego ponad ośmiomiesięcznego dziecięcia i nie dość, że oporządzenie go to i ubranie w takich warunkach.
W sumie to ćwiczenia też powinny odbywać się na prawdziwych modelach. Jak szkoła to szkoła. I nie rodzenia  a życia:)