…aż tak zapracowanej „majówki”. Szczególnie Święto Pracy uczciliśmy na całego czyli nie siadając na tyłkach przysłowiowych chyba ani na minutę…Ja wiem, wiem, przy dziecku jest dużo pracy. Mieliśmy trochę zadań „odłożonych” na te wolne dni i kiedy je planowaliśmy, naiwnie sądziliśmy, że wszystkie się uda nam wykonać. Nie udało. Są zaległe sprawy, zakupy, prace. Nie zdążyło się. Trudno. Czas nie jest niestety z gumy a kiedy jest się samemu na siebie zdanym też nie urodzi się go więcej więc musi być jak jest. Przy tym wszystkim chcieliśmy jeszcze każdego dnia wspólnie wyjść na spacer, i to jedno praktycznie udało się zrealizować. Był Ogród Botaniczny, były nasze rejony, były odwiedziny u Emilki.
Klasyką jest również pogoda, która oczywiście MUSIAŁA się skiepścić na cały wolny czas i, znów klasyka, poprawić oczywiście na sam koniec tejże, czyli na wczoraj.
