…dziś byśmy świętowali gdyby z nami tu na ziemi była a tak właściwie jak rok temu mogę napisać, że przypada druga rocznica Jej Narodzin.
Pogoda kiepska, wczoraj wieczorem tak deszcz lał, że napisałam do Kogoś z Was, że to świat płacze z żalu z tego, że dwa lata temu Jej tu nie chciał. Ale oczywiście wiadomo było, że na samą wyprawę do Niej pogoda się w miarę ustali i ustaliła. Padał deszczyk ale minimalnie. Pojechaliśmy przed południem, kiedy mniej ludzi i większa szansa na drzemkę Janeczka, co miało miejsce. Ponownie przespał całą wizytę u Siostry.
Rozjusza się w innych miejscach, jeśli widzieliście parę pędzącą z wózkiem sprzed kwitnących magnolii, to właśnie byliśmy my, ale wizyty u Siostry mijają nam doskonale. Jakby Janeczek wiedział, jakie to dla nas ważne. Zasypia już w foteliku a budzi się najczęściej w czasie powrotu i to już blisko domu.
Dla mnie dzień trudny, poprzedzony kwietniowymi dniami przypadającymi na wtedy końcówkę ciąży, dużo refleksji, myśli, mojej prywatnej niezgody i bólu. Dziwne, kalekie, jak nazwała to kiedyś Precel, macierzyństwo.
Dziękuję Wszystkim, którzy o kolejnej Rocznicy Urodzin Emilki pamiętali, w Waszym imieniu zapaliliśmy dziś znicz u Niej.
Czas kolejny raz zatoczył koło i znów jestem w 3 maja strasznego roku 2011, z którego nie wiem, czy do końca uda mi się kiedykolwiek wyjść.
Nie mogłam wczoraj wieczorem zasnąć, duża galopada myśli i wspomnień.
