…po raz pierwszy „po tej stronie brzucha” jak mawia moja Przyjaciółka, Janeczek pojechał odwiedzić swoją Siostrę. Nie wiemy do końca, jakie wywarło to na Nim wrażenie, gdyż całą wizytę przespał.
A ja? Bardzo już potrzebowałam tej wizyty. Paskudna i długa zima nie ułatwiała wcześniejszego wyjazdu na cmentarz. P. oczywiście jeździł, zdawał mi relacje, ale jednak bardzo już potrzebowałam być tam osobiście. Oczywiście spotkaliśmy i życzliwe panie sklepikarki, które przez te prawie dwa lata widywały nas częściej niż niektórzy znajomi czy rodzina, i panie odwiedzające Bliskich na grobach obok. Te zwłaszcza nie mogły się już doczekać aż zobaczą Janeczka. Wszystkie bardzo „kibicowały” mojej ciąży, widać było masę ludzkiej życzliwości i tego, że autentycznie cieszą się, że w całej tej sytuacji zdarzyło się coś tak niezwykłego i dobrego.
Przy okazji zupełnie przypadkowe spotkanie i kolejna czyjaś opowieść z cyklu „każdy ma swój własny krzyż”…
Chciałabym aby Janeczek traktował wyjścia do Emilki jako coś zupełnie oczywistego i „normalnego” w naszej sytuacji. Chciałabym też aby kiedyś odwiedzał tam i nas…
Podeszłam też do Dziadków i Ojca. Obok, o czym parokrotnie chyba pisałam, są groby Dzieci, moich rówieśników. Są to jedne z najbardziej zadbanych grobów na cmentarzu i wciąż (tak, ze śmiercią Dziecka nie da się pogodzić) odwiedzane zarówno przez rodziców jak i rodzeństwo. Teraz też przy dwóch grobach byli odwiedzający…
