Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2013).
Przełożył Paweł Lipszyc.
Tytuł oryginału angielskiego Climbing the mango trees. A memoir of childhood in India.
Wydawnictwo Czarne przyzwyczaiło mnie do reportaży i literatury ogólnie to nazwijmy okołoreportażowo-wspomnieniowej, raczej poważnego, cięższego kalibru. Tymczasem odkryłam serię „Dolce Vita”, która odpowiada na potrzeby również rozpieszczenia się czymś lżejszym, czymś, co nie powoduje smutnych refleksji natury wręcz publicystycznej a powoduje radość i wielkie odprężenie podczas lektury. Tak właśnie czułam się czytając wspomnienia z dzieciństwa, słodkiego (w przenośni i dosłownie) dzieciństwa autorki książki w Indiach. Nie jest to zarzut względem tej serii, nie nie. Muszę nawet przyznać, że czegoś takiego potrzebowałam. Wiem, nie zamknę oczy na obraz współczesnych Indii jaki proponowała chociażby Paulina Wilk w swoich reportażach „Lalki w ogniu” (książka ta wydana została w innym wydawnictwie). Wystarczyło parę miesięcy włączyć telewizor czy zajrzeć do internetu aby dowiedzieć się co gnębi współczesne Indie. że prawa kobiet nie są tam praktycznie w ogóle szanowane, poważane. Mówię oczywiście o bulwersującej sprawie zbiorowego gwałtu na młodej studentce, która to tragedia nie dość, że przyniosła śmierć tej młodej kobiety jak również stała się przyczynkiem do dyskusji na temat obrazu współczesnych Indii. Tak więc jak mówię, nie da się ominąć współczesnych problemów Indii ale miałam wielką ochotę na coś zupełnie innego, coś lżejszego, co będzie raczej relaksujące. I to otrzymałam.
Przyznaję, że samej autorki kompletnie nie znam a po ebook sięgnęłam właśnie ze względu na Indie w tytule. Z notki w wikipedii wiem, że jest ona aktorką i zajmuje się też pisaniem książek o jedzeniu.
No właśnie…Uwaga uwaga dla wszystkich, którzy sięgną po tę książkę. Nie czytajcie jej będąc głodnym. Inaczej zgotujecie sobie istne tortury! A już miłośnicy kuchni z Indii szczególnie a więc uprzedzam, do książki warto sięgnąć będąc najedzonym. Albowiem wspomnienia z dzieciństwa autorki przeplatane są właśnie opisami kulinarnych pyszności jakie podawano w jej rodzinnym domu a na samym końcu książki jest kilkadziesiąt przepisów kulinarnych na ulubione potrawy autorki, którymi rozkoszowała się w domu.
Moi stali goście wiedzą, że uwielbiam wspomnienia z dzieciństwa. Szczególnie wtedy gdy wspomnienia te dotyczą dzieciństwa szczęśliwego, dobrego, nie traumatycznego. Taką opowieść otrzymałam we wspomnieniach Madhur Jaffrey. Tu dodatkowo, o czym wspomniałam, dochodzą opisy smacznych uczt i potraw, które są w tym przypadku esencją wspomnień autorki.
Wspomnienia z dzieciństwa według mnie przynajmniej , posiadają często coś w rodzaju „filtra”, który odsiewa to co złe, smutne, przygnębiające. Nie inaczej jest według mnie w tym przypadku aczkolwiek od razu mówię, że nie oczekiwałam dramatycznych czy wręcz sensacyjnych wspomnień.
Dla kogoś, kto chce poczytać o dobrych czasach dzieciństwa spędzonego w licznej indyjskiej rodzinie, z historią tworzenia się państwa Indie w tle, i wręcz nasyconą smakowitym zapachem pysznego jedzenia, książka ta będzie idealna.
Moja ocena to 5 / 6.