…czynię:)
W temacie lektur, to skończyłam „Chmurdalię” Joanny Bator (już teraz piszę poprawie ten tytuł chociaż nie ukrywam, że „moja” wersja „Chmulandia” podobała mi się bardziej. Tę książkę czytałam na raty. Natłok opowieści nieco mnie przygiął. W dodatku w połowie książki mniej więcej akurat klimatycznie zrobiło się na chwilę na tyle ciężko, że przerwałam na rzecz lektury „Mamy dookoła świata” Grzelińskiej. Po czym wróciłam z nowymi siłami i skończyłam. Bardzo mi się też podobała ta kontynuacja „Piaskowej Góry” aczkolwiek, nie wiem, może się czepiam, ale jak dla mnie trochę za dużo jak na tę jedną książkę tych wątków-opowieści było. Ja nawet rozumiem Autorkę, ja sama uwielbiam opowieści, sama je „kolekcjonuję” jak ja to nazywam na użytek prywatny ale tu trochę się poczułam przytłoczona. Za to cieszę się z zakończenia, uwaga lekki spoiler, cieszę się, że Jadzia wybrała się wreszcie do Grecji, co do której miało się przeczucia od „Piaskowej Góry”, że Dominika jednak tam trafi.
Teraz zabrałam się za Marka Hłasko i jego „Pięknych dwudziestoletnich” ale też wcale nie wiem czy ją skończę. Zobaczy się.
Z lektur dla Janeczka, to dotarły zamówienia zbiorowe, i tak co mnie cieszy, bardzo ładne wydanie „Wierszy i wierszyków dla najmłodszych” Juliana Tuwima. Karty książki są twarde, co mnie ucieszyło, bo trudniej taką książeczkę jest po prostu zniszczyć.
Na przyszłość, bo to jeszcze zupełnie nie na Jego wiek, dotarła wspaniale trafiona dla dzieci w wieku mniej więcej dwa, trzy lata, „Naciśnij mnie” Herve Tulleta. Oczywiście, że już ją „przeczytaliśmy” z P. Kto ma tę książeczkę dla własnego Dziecka, wie, o czym mówię. Zabawy moc i kto wie, kto tak naprawdę nad jej lekturą ma więcej przyjemności, dzieci czy też rodzice.
Dla mnie, dla inspiracji, „Zabawy z niemowlakiem czyli jak łatwo wspierać rozwój swojego dziecka”, Wendy S. Masii Roni Cohen Leiderman. Może moja wyobraźnia jest na tyle słaba, że muszę się wspierać, dla mnie tego typu książki są akurat i cieszę się, że są.
Z innej beczki, to dotarła też najnowsza Donna Leon i jej „Kwestia wiary”. Zobaczę, kiedy przeczytam ale mam chęć.
No a z filmów „Zakochani w Rzymie” Woddy’ego Allena. Pojęcia nie mam, kiedy obejrzymy, ale …przynajmniej na półce będzie jak się w kinie nie widziało a przyjemnie będzie na pewno tą drogą „wrócić” do Wiecznego Miasta.
W Tłusty Czwartek oczywiście nie oparłam się tradycji. Tak, jak mało co wierzę w zabobony i przesądy, tak jednak uważam, że pączka tego dnia zjeść MUSZĘ. Bo chcę mieć TŁUSTY (pod kątem dobra wszelakiego, niekoniecznie kilogramów:) następny rok. Tym razem zjadłam dwa.
Pozdrawiam Was znad drugiej płyty bardzo interesującego wydania czteropłytowego „The Best Classics…Ever!”.
Miłego, spokojnego weekendu dla Was!
