„Mama dookoła świata. Opowieści o macierzyństwie w różnych kulturach”. Ofelia Grzelińska.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. (Warszawa, 2012).

Reklama jednak dźwignią handlu. Nie ukrywam, że po tę książkę nie sięgnęłabym pewnie gdyby nie fakt, że w Jedynce Radiowej czas jakiś temu miałam możliwość wysłuchania rozmowy w gościem audycji, którym była właśnie pani Grzelińska opowiadająca wtedy o tej książce właśnie.

Ale nie żałuję ani trochę, że ją przeczytałam. Muszę przyznać, że stanowiła dobrą odskocznię od mrocznego i dość przygnębiającego mnie jednak klimatu „Chmurdalii”, którą czytałam. Postanowiłam więc zrobić sobie przerwę od książki pani Bator i tak oto przeczytałam ten ebook.

Książka ta jest specyficzna. Przyznam, że w obecnej mojej sytuacji życiowej czyli na początku drogi matki, okazała się ona trafiona w stu procentach. Czy sięgnęłabym po nią wcześniej? Obawiam się, że nie. Po prostu, nie interesowała mnie zbytnio tematyka poruszana w książce.

W „Mama dookoła świata” autorka przedstawia obraz macierzyństwa, skupiając się na dość wczesnym okresie życia dzieci, na podstawie przeprowadzonych przez nią rozmów-wywiadów z kobietami z innych stron świata, które los rzucił do Polski, najczęściej za sprawą najbardziej oczywistą czyli za sprawą Amora, który przywiódł je do naszego kraju.
Książka nie jest więc (to dla mnie akurat zaleta) żadną naukową czy socjologiczną rozprawą i dywagacjami na temat, a raczej ma się wrażenie jakby samemu siedziało się przy kawie , herbacie i czymś słodkim z tymi kobietami i poznawało punkt ich widzenia jako młodych mam.
Szkoda, że wybór krajów jednak jest siłą rzeczy ograniczony bo myślę, że większa ich ilość jeszcze tylko dodałaby smaczku książce.  

Poznajemy więc opowieści o macierzyństwie w Japonii, Chinach, Indiach, na Filipinach, na Litwie, na Kubie, w Norwegii i w Nowej Zelandii, które to doświadczenie opisuje sama autorka, która swoją córkę urodziła właśnie w tamtym kraju.

Grzelińska poznaje więc rozmaite przesądy związane z samym byciem w ciąży ale i z tym, jak się powinno lub nie zachowywać już po narodzinach dziecka. Niektóre z nich są dość zabawne, inne męczące, niektóre jakby znajome. Co ciekawe, coś może stanowić zaletę w jednej kulturze, w innej zaś jest zalecane aby tego unikać.
Dowiadujemy się, czy w danym kraju propaguje się karmienie piersią (właściwie żadna z rozmówczyń nie powiedziała, że nie) i jak długo trwa okres, w którym w danym kraju poleca się karmić mlekiem matki. I czy w tych krajach jest w ogóle coś jak osławiona już polska „dieta matki karmiącej”.
Dowiadujemy się też (to dla mnie ciekawostka szczególna, jako, że stoję w obliczu perspektywy rozszerzania diety Janeczka już za czas jakiś) co i kiedy stanowi pierwszy posiłek malucha.

Co dodaje otuchy każdej nowej, młodej jak ja to nazywam mamie, to fakt, że chyba każda z nich na początku miała masę wątpliwości i pytań, żadna z nich nie weszła w macierzyństwo tak, jakby robiła to co roku, czasem nawet jeśli dziecko nie było jej pierwszym. 
Zachwyciło mnie też to, że jednak potwierdza się to, co wyczytałam w „Mądrych rodzicach” a mianowicie fakt, że w krajach Wschodu (bardzo rozlegle pojętego) zdecydowanie propaguje się coś, co my nazywamy „rodzicielstwem bliskości”, czyli spanie dziecka w jednym łóżku z rodzicami, chustowanie go, dotyk, bardzo często kontakt skóra do skóry, noszenie go na rękach gdy płacze. Nie ma tam bzdur na temat tego, że jakoby noszone dziecko miało się przyzwyczaić czy co mnie szczególnie denerwuje, twierdzeń, jakoby owo dziecko wykorzystywało rodziców. Tam najwyraźniej poważnie traktuje się fakt, że dziecko, szczególnie malutkie, jest ssakiem, który ma potrzebę ssania, przytulenia się, czucia ciepła, bliskości i dotyku, który stwarza poczucie bezpieczeństwa.

Bardzo ważny w wielu kulturach jest okres połogu. Kobieta i dziecko są wtedy otoczeni specjalną opieką. Często kobiety z rodziny przejmują nad nimi opiekę, mama ma leżeć i karmić nowego członka rodziny i odpoczywać, regenerować swoje siły po niezwykłym wydarzeniu w jej życiu, jakim było wydanie na świat nowego człowieka. Przyznaję, że podejścia do czasu połogu właśnie polskie kobiety często mogą pozazdrościć.

W Indiach uważa się nawet, że kobieta wydając na świat nowego człowieka na nowo właśnie się rodzi, jako matka.

Poznać też można było sposoby pielęgnacji maleństwa, polegający na kąpielach czy stosowanych w krajach Wschodu najczęściej, masażach niemowlęcia. 

Jak wspomniałam, dla mnie ta książka okazała się arcyciekawa właśnie ze względu na to, że sama zaczęłam swoją drogę jako mama. Czy ktoś nie będący w podobnej sytuacji znajdzie w niej coś dla siebie? Nie wiem, pewnie każdy powinien sam się o tym przekonać.

Mnie się bardzo podobała. Moja ocena to 5 / 6.