jednak coś…

…na kształt postanowienia Noworocznego u mnie wykwitło a dotyczy, a jakżeby inaczej, lektur. Postanawiam w tym roku więcej czytać polskiej prozy, może literatury ogólnie bo chętnie poznałabym współczesnych polskich poetów a nie tylko prozaików. Może ktoś mi poleci jakąś dobrą współczesną poezję? Będę wdzięczna.

Chciałabym poczytać trochę polskich reportaży i to zadanie rozpoczęłam zaczynając w Nowy Rok lekturę reportaży Witolda Szabłowskiego, ale nie tylko. To ta Bator, której teraz czytam „Piaskową Górę” a w końcówce ubiegłego roku jej „Ciemno, prawie noc” tak mi apetyt na polskich autorów zaostrzyła. Nie chcę czytać wszystkich i jak leci. ŻADNYCH romansów, ŻADNYCH „ona zrealizowana trzydziestka, singiel, w głębi duszy marzy o związku, dzieciach i meblościance z IKEI” ani ŻADNYCH „ona po rozwodzie już ma zamiar wpaść w ramiona depresji kiedy odkrywa w sobie nieznane dotąd pasje malarskie, fotograficzne, lepienia garnków i kiedy już godzi się z tym, że resztę życia spędzi sama poznaje jego, faceta ideał, który tak naprawdę, jak ten Yeti, nie istnieje;)”. 
Chcę czytać polską dobrą prozę niekoniecznie tylko te reportaże, oczywiście. No więc czeka na czytniku dalsza część autobiografii Doroty Sumińskiej, i dziś zakupiona w korzystnej dla mnie promocji „Morfina” Twardocha. Mam też oczywiście „Gottland” Szczygła i muszę się wreszcie za nią kiedyś wziąć, na razie, wygląda na to, że jej czas na razie nie nadszedł. Powolutku, będzie i na nią czas.

No i oczywiście „Chmurlandia” Joanny Bator również czeka, ale nie chcę jej czytać zaraz po „Piaskowej Górze”, żeby trochę „zmienić klimat”.

Mam ochotę na prozę Olgi Tokarczuk, czy jej miłośnicy mogliby mi polecić jakąś jej według nich najlepszą książkę? I w ogóle co warto czytać z polskiej prozy współczesnej bo wstyd przyznać, ale znam jedynie kryminały praktycznie a inne nazwiska jakoś tak omijam. A pewnie szkoda i czas nadrobić a przynajmniej trochę się w polskiej literaturze rozczytać.