Wydana w Wydawnictwie Papierowy Księżyc. Słupsk (2012).
Przełożył Marcin Kiszela.
Tytuł oryginału Svarte sekunder.
Nareszcie doczekałam się kolejnej książki tej ciekawie piszącej kryminały z tłem psychologicznym norweskiej autorki.
Z tego, co wiem, Fossum ma swoich wielbicieli w Polsce, ja do nich należę. Pasuje mi sposób, w którym ujmuje akcję swoich książek, w których zbrodnia zdaje się być jedynie pretekstem do opisu losu bohaterów, ich postaw.
„Czarne sekundy” zaczynają swoją akcję od spełniającego się koszmaru obaw każdego rodzica. Czyli zaginięcia dziecka. Mała Ida wybywa na swoim żółtym rowerku do miejscowości, pod którą mieszka aby nabyć jakieś dziecięce pismo plus słodkości. Wybywa i nigdy nie dociera do kiosku i miejscowości. Jej matka, wychowująca ją praktycznie całe życie w pojedynkę, odchodzi od zmysłów bo niemal od razu uruchamia się jej matczyna intuicja, która daje jej znać, że ta historia nie będzie miała pozytywnego zakończenia.
Poznajemy kilkoro innych bohaterów tej opowieści, z których co najmniej paru ma coś do ukrycia czy też zdaje się mieć coś na sumieniu. A co, to się okazuje oczywiście pod koniec książki.
Autorka nie epatuje okrucieństwem, nie wylewa na kartach hektolitrów krwi a mimo to udaje jej się oddać niepokojącą atmosferę narastającej grozy i zapętlana się kolejnych bohaterów w akcję książki.
Ciekawe kiedy doczekamy się kolejnej książki Karin Fossum na naszym rynku. Jako, że poprzednią czytałam trzy lata temu, a pisałam o niej we wpisie „Utracona” mam nadzieję, że następna jej książka ukaże się u nas jednak szybciej.
Moja ocena to 5 / 6.
