podsumowanie książkowe roku 2012…

…w mojej subiektywnej ocenie, rzecz jasna.

W skrócie, co stanowiło zachwyt minionego roku w kontekście lektur.

I tak wielkie wrażenie zrobił na mnie zbiór opowiadań Claire Castillon, „Insekt”, niezwykle przewrotne ujęcie tematu „matka-córka”.

Spodobał się „Powrót nauczyciela tańca” Mankella. 

Odkrycie „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro i „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. Ta ostatnia znana mi już a taki urządziłam sobie do niej powrót i…zamierzam poznać dwie pierwsze jej książki.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie biografia Władysława Broniewskiego autorstwa Mariusza Urbanka, czyli „Broniewski: Miłość, Wódka, Polityka” i biografia Eugeniusza Bodo „Eugeniusz Bodo. „Już taki jestem zimny drań” ” Ryszarda Wolańskiego.

Wiele wspomnień przyniosła druga część „Japońskiego codziennika” Aleksandry Watanuki.

Innego rodzaju odkryciem, które przede wszystkim ogromnie poprawiło mi nastrój były książki podróżnicze Robba Maciąga, a zaczęłam od „Tysiąc szklanek herbaty”.

Polski kryminał, który ze wszech miar zasługiwał na poznanie to Anny Fryczkowskiej „Starsza pani wnika” a zagraniczna sensacja, to oczywiście ukochany Lee Child i jego „Czasami warto umrzeć”.

„Japońszczyzna” to „Muzeum Ciszy” Yoko Ogawa i Hiromi Kawakami „Pan Nakano i kobiety”.

Zaskoczyła na plus „Droga 66” Doroty Warakomskiej .

Zapomniałam też o „Czasie Czerwonych Gór” Petry Hulovej, która to książka bardzo mnie zachwyciła.

Z innej beczki zawiodła kontrowersyjna Tracy Hogg, o czym już pisałam, prawdę mówiąc okazała się ogromnym niewypałem, za to świetna jest „Jak wychować szczęśliwe dziecko” Johna Mediny czyli spojrzeniem okiem neurologa. Jak również, bardzo polecam kobietom, które chcą karmić piersią, książkę Magdaleny Nehring-Gugulskiej „Warto karmić piersią. I co dalej?” (z jednym jedynym wyjątkiem tej książki, który potraktowałam jako dodatek comedy science fiction;).

Ogólnie, w tym roku czytałam nie tak wiele, ale i jest to zrozumiałe. Cóż, widać nie jestem matką cyborgiem, która na wszystko ma czas i ze wszystkim daje sobie radę a i egoistycznie przyznam, że zdecydowanie zamiast zarywać noce nawet nad najciekawszą lekturą wolę kropnąć się do łóżka i wyspać;).