…taki trochę nietypowy sobie zorganizowałam sobie trochę niechcący a wyszło-dobrze…
Ci, co odchodzą, nie odchodzą przecież na zawsze, wierzącym pozostaje nadzieja na życie pozaziemskie, niewierzący pocieszyć się mogą , że zmarli pozostają w naszej pamięci. Ale cóż, pamięć o obrazach tych, których już z nami nie mapo latach się zaciera, stąd fotki i inna próba utrwalenia obrazu, głosu itd…..
Jakiś czas temu moja Mama przywiozła mi pierwszą część rodzinnych slajdów. Nie pytajcie, dlaczego, ale swój obraz z dzieciństwa na kliszy, mogłam zobaczyć właśnie dopiero teraz.
I okazało się, że zrobiłam sobie taki prywatny, rodzinny Dzień Wszystkich Świętych…
Bo oto na zdjęciach, oprócz samej siebie z czasów, kiedy mam mniej niż rok, a potem z pierwszych Świąt, pierwszych Urodzin, drugich Urodzin, zobaczyłam moich Rodziców z czasów ich młodości, moją nieżyjącą już Babcię ze strony Ojca, moją nieżyjącą Chrzestną a Mamy Siostrę wraz z mężem…
„Patrz”, mówię do P. „taki zorganizowałam sobie wspomnieniowy wieczór, bo przecież tylu osób ze slajdów już z nami tu na ziemi nie ma”…
Bardzo to wielka radość dla mnie była zobaczyć samą siebie. Teraz, kiedy mamy Janeczka, chciałam spojrzeć na wspomnienia z własnego dzieciństwa , utrwalone…i jaka radość, że po trzydziestu ponad przecież latach, jakość slajdów wciąż zadziwiająco dobra.
Karmiono mnie opowieściami, że jako dziecko byłam raczej poważna i szczerze, to nastawiłam się na obraz poważnego, mało uśmiechniętego dzieciaka a tu…na każdym zdjęciu mała Chiarka uśmiecha się do fotografującego ją Ojca takim słodkim, rozbrajającym uśmiechem, że aż łzy wzruszenia na widok siebie samej sprzed tylu lat pojawiły się w oczach.
Zostanie to dla Janeczka, może kiedyś chętnie sięgnie po wersję już współczesną, bo w punkcie foto nieopodal nas skanują slajdy, więc pozostanie wersja elektroniczna, dla tego nowego, młodego pokolenia. I tylko żal, że Emilka nigdy z Bratem nie będzie mogła siąść i uśmiechnąć na widok własnej Mamy, która kiedyś też była dzieckiem.
A na koniec, moja Mama wpędziła mnie w totalne kompleksy, na każdej focie super ubrana i ostrzyżona, aż się wierzyć nie chce, że ta pani spędziła z dzieciakiem w domu całe trzy lata, bo wygląda super i baaardzo młodo (była o rok młodsza, niż ja kiedy urodziłam Janeczka)…Wiem z opowieści znajomych, że Mama podobno wiele ciuchów odrzucała, odkąd to pamiętają (czyli z młodości totalnej) jakoby były one „za młodzieżowe”. No więc Mamo, nie, na szczęście udało Ci się ominąć rafy statecznej macierzy i wyglądasz na owych fotkach REWELACYJNIE:)i bardzo młodzieżowo i na pewno na dekadę mniej niż miałaś…I nie dziwię się, że miałaś takie powodzenie:)
A przede mną przeglądanie dalszych zbiorów, które Mama obiecała mi dostarczyć. Już się nie mogę doczekać tych emocji i wzruszeń, jakie będą mi przy tej okazji towarzyszyły…
